Wśród marzeń

Próbuję uczyć się życia. Książki mi w tym pomagają.

Harry Potter i więzień Azkabanu  - J.K. Rowling, Andrzej Polkowski

Powrót do Harrego Pottera po raz trzeci, czyli po prostu czas na trzecią część sagi o młodym czarodzieju.

 

"Harry Potter i Więzień Azkabanu" jest wyjątkową powieścią, ponieważ w tej części nie pojawia się Sam Wiesz Kto. To chyba jedyny tom, w którym nasz czarny charakter nie występuje. 

 

W tej części Hermiona uczy się jeszcze więcej niż normalnie, Ron łatwiej się obraża o cokolwiek, a Harry jest Harrym... Naprawdę smutno mi się robiło, gdy czytałam o kłótniach Rona i Hermiony. Wówczas chciałam, by jak najszybciej przyjaciele się pogodzili.

 

Pamiętam, gdy po raz pierwszy czytałam tą książkę. Wtedy jakoś nie zwracałam uwagi na różnice książki a filmu. Teraz zaś zauważyłam, iż ta część różni się bardziej niż poprzednie dwie. Prawdopodobnie w następnych częściach tych różnic będzie jeszcze więcej.

 

Przede wszystkim chyba rozgrywki Quidditcha są bardziej rozbudowane w książce niż w filmie. W filmie skupili się jedynie na meczu Gryffonów, w których dementorzy zaatakowali Harrego. 

 

W ogóle książka jest lepsza. Są poboczne wątki niezwiązane z głównym. Większość wątków jest rozbudowanych, choćby lekcje wróżbiarstwa. Albo pojawiająca się postać ponuraka. I kociak Hermiony... Uwielbiam Krzywołapa.

 

To też jest część, w której możemy poznać Syriusza Blacka. Choć to pierwsze spotkanie z tą postacią, pozostaje i tak niezapomniane. Ciekawie autorka rozwiązała tą historię. Choć... czy to nie dziwne, że w świecie czarodziejów nie mają idealnego wykrywacza kłamstw, który sprawiłby, że do więzień trafiałyby tylko prawdziwi złoczyńcy?

 

 Po poznaniu ostatniej części całkiem inaczej zaczęłam traktować Snape'a. Teraz czytając początkowe części, zastanawiam się nad motywami zachowania Snape'a. Znam je. Jednak przy każdej reakcji, która wydaje się "niesprawiedliwa", zbyt ostra, zastanawiam się, czy z punktu widzenia Snape'a była niesprawiedliwa. Po tym, co przeszedł w życiu mógł stać się kimś naprawdę złym, a jednak tak się nie stało. Postać Snape'a jest chyba najlepiej napisaną postacią w książce. Ona jedna ma w sobie tak wiele sprzeczności. Jej losy z przeszłości determinują ją. Snape jest człowiekiem, czarodziejem skomplikowanym, o którym ciągle można by było coś napisać nowego. 

 

W Więźniu Azkabanu pojawiają się również dwa ciekawe gadżety czarodziejskie. Mapa Huncwotów, która pokazuje, gdzie ktoś się znajduje oraz zmieniacz czasu, który ogromnie mi przypadł do gustu. Oj, gdybym go dorwała w swoje ręce... widzę wiele korzyści z jego zastosowania.

 

Kilka słów zasługują również lekcje wróżbiarstwa. To najciekawsze lekcje, o jakich mogłam czytać. I to nie ze względu na wiedzę, którą można z niej zdobyć, ale raczej z powodu dużych dawek śmiechu (dzięki Ronowi, który świetnie żartował), które one dostarczały. Zastanawiam się, dlaczego każdy mógł się zapisać na te lekcje jak widzieć przyszłość nie każdy może. Zastanawiam się też jak nauczycielka oceniła Harrego, po tym jak "zobaczył" przyszłość. :D

 

Lubiłam też fragmenty, które dotyczyły obrony przed czarną magią. Przez nauczyciela, bo Lupina polubiłam od pierwszej chwili. 

 

Seria o Harrym Potterze to wspaniała przygoda, do której wciąż lubię powracać. 

Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Brontë
Jest ci zimno, ponieważ jesteś sama; żadne zetknięcie nie krzesze z ciebie tego ognia, który jest w tobie. Jest ci niedobrze, ponieważ najlepsze z uczuć, danych człowiekowi, najwyższe i najsłodsze, trzyma się z dala od ciebie. Jesteś niemądra, ponieważ jakkolwiek cierpisz, nie chcesz przyznać skinieniem tego uczucia, nie chcesz posunąć się krokiem tam, gdzie ono na ciebie czeka.
Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Brontë

Przez całą powieść oczekiwałam czegoś dziwnego. W końcu losy Jane Eyre miały być dziwne jak mówi tytuł. Ale w powieści nie znajdziemy nic dziwnego. Za to możemy odnaleźć przepiękną historię pełną łez, uśmiechu... pełną przygód. Ta historia pozostanie z nami do końca życia, bo nie sposób o niej zapomnieć.

 

Główną bohaterkę, Jane Eyre poznajemy jako 10 letnie dziecko. Dziecko inteligentne, które widzi, że jest niesprawiedliwie traktowane. Przez co pewnego dnia wybucha. Ale to działanie ma swoje konsekwencje - Jane trafia do szkoły internatem. Tam spędza 8 lat, po czym wyrusza w świat.

 

Lecz to jest dopiero wprowadzenie do ważniejszego wątku. Bowiem po 8 latach Jane zaczyna uczyć prywatnie. Ma swoją podopieczną, zaś jej pracodawcą jest tajemniczy pan Rochester.

 

Trudno jest się nie zachwycać powieścią. Autorka wspaniale oddaje klimat epoki, w której rozgrywa się akcja. 

 

Na plus zasługuje też fakt, iż w książce ciągle coś się dzieje. Człowiek myśli, że już będzie happy end, że wreszcie Jane może być szczęśliwa (i spokojna o przyszłość), a tu BUM - zwrot akcji o 180 stopni. 

 

Narracja jest bardzo przyjemna. Czytało mi się książkę tak jakbym słuchała opowieści dobrej znajomej. Bardzo (i szybko) się wciągnęłam w losy Jane. Ogromnie jej kibicowałam. Gdy zaś napotykała przeszkody na swojej drodze, było mi jej ogromnie szkoda.

 

Bohaterzy w powieści są ciekawi. Jane Eyre poznajemy najlepiej, bo to z jej perspektywy jest pisana powieść. Ona jest postacią idealną (jak dla mnie). Może nie jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie, ale za to jest inteligentna, potrafi walczyć o swoje szczęście, nie poddaje się szybko. Widać, że jak chce coś osiągnąć, to swój cel osiąga. Żyje w zgodzie ze sobą, z Bogiem. Nie podejmuje decyzji, które nie zgadzałyby się z jej światopoglądem. Po prostu jest ideałem. Ale nie takim, którego ma się dość. Raczej takim, z którym chcielibyśmy przebywać. 

 

Jej dobre serce i duszę widać najlepiej, gdy jedzie do pani Reed. Choć wiem, że pani Reed wówczas już umierała, to podziwiałam Jane za to, jak dobrze potrafiła się zachować. Jak potrafiła wybaczyć swoje krzywdy. Chciałabym umieć wybaczać tak na serio, jak Jane. 

 

Ale inne postacie również zachowują na pochwałę. W książce nie znajdziemy nikogo, kto by nas nudził. Nie znajdziemy postaci flegmatycznych. Za to każda poznana postać jest ciekawa i wnosi coś do powieści. 

 

Kobiety w powieści są mądre. Nie w głowie im gonitwy za facetami. No, może jest taka jedna, w której w głowie są tylko panowie, lecz to byłby wyjątek. Bo większość kobiet to dziewczęta, które chcą zdobywać wiedzę, chcą coś przekazywać, chcą, by ich życie miało jakiś kierunek, cel. Nie są one tylko "damami do towarzystwa", są paniami, z którymi można porozmawiać o czymś ciekawym.

 

Powoli przekonuję się do klasyki. Zaczęłam już dawno od "Portretu Doriana Greja". Tamta powieść sprawiła, że teraz co jakiś czas muszę się zadowolić klasyką. Jeśli trafiam na takie cudowności jak "Dziwne losy Jane Eyre", to utwierdzam się w przekonaniu, iż dobrze zrobiłam poznając dzieła klasyki.

 

Dlatego też ogromnie polecam każdemu "Dziwne losy Jane Eyre".

Przygody Tomka Sawyera 1CD MP3 - Mark Twain
Widzę, że ta komora świetnie nadaje się na orgie.
— Co to są orgie?
— Nie wiem. Ale zbójcy zawsze wyprawiają orgie, więc my też musimy.
Przygody Tomka Sawyera 1CD MP3 - Mark Twain

Tomek Sawyer - chłopak, którego chyba każdy zna. Bardzo rozbrykany, mały łobuziak. Dzieciak, który ciekawa miewa przygody. 

 

Tytułowego bohatera poznajemy, gdy po raz kolejny coś nabroił. Przez większość książki czytamy o jego zabawach, wygłupach, przez które jego opiekunka się martwiła. Ale też zauważamy, iż chłopak jest bystry, potrafi osiągnąć swoje cele (choć nie zawsze tak jakbyśmy sobie tego życzyli) i potrafi dać sobie radę wiele razy. Chłopak ten ma też dużą fantazję, która sprawia, że nawet czytelnik zaczyna wierzyć w jego pomysły. 

 

Są też inni bohaterowie. Przyjaciele Tomka, jego rodzina. Choć nie poznajemy ich tak dobrze jak Tomka, to jednak o każdym z nich można napisać kilka słów.

 

Na przykład taki Sid, przyrodni brat Tomka. Chłopiec ten głupiutki nie jest. Jest też bardziej posłuszny niż Tomek, chętniej się uczy, ale ma wadę, przez którą ciężko jest go polubić. Bo nikt nie lubi tzw. skarżypytów.

 

Albo taki Huck Finn. Poza faktem, iż przyjaźnił się z Tomkiem, widzimy też jakie ciężkie ten chłopiec miał życie. Pomimo tego cieszył się z tego, co miał, potrafił się bawić. Gdy zaś los się do niego uśmiechnął... (ale o tym ciii....)

 

Pojawia się też Becky - dziewczynka, która lubi Tomka. Tomek też ją lubi. Miła, pozytywna postać.

 

Książkę się czyta szybko. Naprawdę losy Tomka wciągają czytelnika. Styl lektury jest doskonały. Książka dostarcza wiele radości. 

 

Dużym plusem jest fakt, iż autor nie zapominał o wątkach, które pewnym momencie porzucił. Za pierwszym razem zmartwiłam się, że w sumie nie wiem jak się pewna sytuacja zakończy. Ale na szczęście po kilku rozdziałach znowu autor powrócił do wątku, które zostawił. 

 

Szkoda, że zakończenie to było urwanie historii. Co prawda, historia urwała się w momencie, gdy wszyscy byli szczęśliwi, ale naprawdę mogłabym o Tomku czytać o wiele, wiele dłużej.

 

Trochę późno się do Tomka zabrałam. Ale nie żałuję tego, bo jednak w końcu go przeczytałam. 

 

Lecz teraz wiem, że dzieciństwo z Tomkiem byłoby o wiele ciekawsze... chociaż może wpadłby mi go głowy (bądź bratu) jakiś idiotyczny pomysł? Nawet bez Tomka Sawyera mieliśmy czasem głupie pomysły... 

 

Wydaje mi się też, że kiedyś, gdzieś widziałam film. Ale pewna nie jestem. Choć przy czytaniu również towarzyszyło mi uczucie, że ja to gdzieś widziałam? Ale to nieważne, bo naprawdę warto poznać tą krótką książeczkę. :)

13 powodów - Jay Asher
Nie sposób wrócić do tego, co było kiedyś. Co nam się wydaje, że jest.
Tak naprawdę do nas należy jedynie… teraz.
Władca Pierścieni t.3 Powrót króla - J.R.R. Tolkien
Nie powiem: nie płaczcie, bo nie wszystkie łzy są złe.
Władca Pierścieni t.3 Powrót króla - J.R.R. Tolkien

To już jest koniec trylogii "Władca Pierścieni". Wszystkie wątki zostały zakończone. Nic nie zostało zapomniane. To chyba najlepsze zakończenie serii, jakie mogłam przeczytać. Coś wspaniałego...

 

Moim największym bohaterem tego tomu okazał się Sam. Ja wiem, inni też stali się bohaterami. Inni też okazali męstwo i odwagę. Ale to Sam jest najbardziej niezwykłą postacią. To, co uczynił dla Froda było wspaniałe. On się okazał największym przyjacielem, najwierniejszym, który by nieba przychylił, gdyby mógł. Jeśli spotka się w życiu kogoś takiego jak Sam, trzeba go pilnować i szanować. Bo nie często można trafić na tak wspaniałe osoby.

 

Powiernik Pierścienia, Froda też pokazał, ile ma w sobie dobra. Nie każdy mógłby podjąć podobne decyzje do jego. Nie każdy mógłby okazać skromność. Frodo to osoba, która mimo wielkich czynów, nadal jest taka sama (no, prawie). Też coś godnego naśladowania.

 

Bardzo mi się podobała rola Golema w historii. Ten stwór wydaje się taki niepotrzebny, taki przeszkadzający, taki mieszający, taki... chciwy jeśli chodzi o pierścień. Wydaje się, że jego jedyną rolą jest próba odebrana pierścienia. Może tak jest, jednak przeznaczenia zdecydowało, że Golem odegrał ważną rolę w historii Śródziemia. Dla mnie było to ciekawe, bo lubię wątki, w których przeznaczenie też ogrywa pewną rolę. Nie zawsze przypadek decyduje o kolejach losu. Lubię, gdy się okazuje, że czasem zła decyzja okazuje się dobrą, że czasem losem coś kieruje. Lubię, gdy nawet w fantastyce można zauważyć efekt motyla... bo gdyby Golemowi coś się stało, to przecież zakończenie historii mogłoby być całkiem inne.

 

Jeśli chodzi o innych bohaterów. Są tacy, jacy byli. Tak samo waleczni, tak samo odważni. Swoje najlepsze cechy pokazali wcześniej. Teraz zaś każdym czynem udowadniali, że są tak dobrzy jak się wydawało... a może nawet lepsi.

 

Zaś tytułowy powrót króla cały czas jest obecny w powieści. Czuć, że czas na króla, czuć, że on nastąpi.

 

Tytułowy król to najwspanialszy władca, którego mogło mieć Śródziemie. Człowiek ten pokazał swoją wartość już w pierwszym tomie. Każdym kolejnym pokazywał się coraz lepszej strony. On to był sprawiedliwym, on też był mężnym, on też nie zostawiał przyjaciół w potrzebie. To król idealny. 

 

Trudno jest pisać  tym tomie, jako o czymś odrębnym. Taki chyba jest urok "Władcy Pierścieni". Bo przecież to miała być jedna, wielka powieść. Tak się też czuje, czytając opowieść. Dlatego też ciężko jest napisać coś nowego. Coś, co jeszcze bardziej zachęciłoby do poznania książki. 

 

W tej części wreszcie dochodzi do walki dobra ze złem. Do pięknych scen batalistycznych. Tyle tylko, że zło zawsze się wysługuje swoimi sługami, podczas, gdy strona dobra, główni bohaterowie biorą czynny udział w walce. Trochę smutne, choć prawdziwe.

 

Zakończenie to prawdziwy majstersztyk. Ono nie kończy się, gdy jedna ze stron wygrywa/przegrywa. Ono nie kończy się wraz z zakończeniem głównego wątku. Ono trwało do momentu opisania wszystkich losów, ważnych losów bohaterów. Naprawdę było to miłym zaskoczeniem. 

 

Trylogia utrzymała wysoki poziom do samego końca, a to coś godnego pochwalenia. Warto więc zajrzeć tam na chwilę. Warto zaczytać się w tej historii. Ogromnie polecam. :)

 

 

 

 

1946 - H.
Nie tylko rzeczy wielkich łakniemy (...) pięknych, okrytych splendorem i chwałą; także spraw małych, brudnych, czasem ohydnych. (..) Żaden z nas przed grzechem nie ucieknie, nawet grzechem najmizerniejszym.
1946 - H.

Co za niezwykła książka! Wydaje się taka zwykła, ale jak się ją zacznie czytać, okazuje się, iż ma dużą wartość. To nie jest banalna historia. To nie są suche fakty. To opowieść pełna dygresji, w której czytelnik odnajdzie się już po kilku pierwszych stronach.

 

Narracja książki jest cudowna. "1946" wciąga od początku. Czyta się tą książkę bardzo szybko. Wiele razy doprowadza ona do uśmiechu. Sprawia też, że przez chwilę się zatrzymamy w świecie i podumamy. 

 

Styl powieści jest piękny. Język jest prosty. Nie ma w nim nadmiernych ubarwień. Wszystko jest jasne. Za to pojawia się dużo dygresji. One nie przeszkadzają. Jeśli by ich nie było, książka byłaby zapewne smutniejsza. 

 

Lektura nikomu nie powinna sprawić problemu. Nawet rozważania filozoficzne, które możemy odnaleźć w książce, nie powinny dawać jakiś trudności. Wiele razy też myślach można przytaknąć autorowi. Przynajmniej ja, przy czytaniu miałam myśli: "tak, to prawda" lub "rzeczywiście tak jest".

 

Po raz pierwszy spotkałam się okładką, która jest po prostu czarna. Tytuł na niej jest ledwo widoczny. Autorem jest ktoś, kto postanowił się podpisać jako H. To wszystko lekturze nadaje tajemniczości, pewnej niezwykłości, nawet tytuł. "1946" niewiele mówi. Czarna okładka może wydawać się smutna lub też mroczna. Lecz ta okładkowa skromność sprawiła, że byłam ciekawa treści. 

 

Wydaje mi się, iż dzięki skromnej okładce nie spodziewałam się tego, co zobaczę w środku. Ja się treścią zachwycałam, chłonęłam ją i pragnęłam, by się szybko nie skończyła. Ten zachwyt towarzyszy mi nawet teraz. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu czytałam książkę historyczną z wypiekami na twarzy. A tak było teraz. Nie potrafiłam też lektury przerwać, tak łatwo i cudownie się ją czytało. 

 

Głównym bohaterem jest Janek, młody chłopak, partyzant walczący z bolszewickim reżimem. Choć jest aktywnym członkiem ruchu oporu, zastanawia się nad swoimi wyborami, decyzjami. Są też dwie dziewczyny: Iwona i Natalia. Różne jak woda i ogień. Tą trójkę łączy ruch oporu, lecz także przyjaźń (lub może coś więcej?). Jest też pewien chłopaka - dawny kolega, który postanowił współpracować z reżimem. Ich losy łączą się losami innych. Pojawią się też w książce ludzie, którzy dokonali jakiegoś wyboru i chociaż ci ludzie nie należą do głównych bohaterów, możemy poznać ich motywy. Dzięki temu czujesz, że książka jest prawdziwsza. Bowiem możesz poznać losy wielu, poznając losy głównych bohaterów.

 

Akcja powieści jest nielinearna. Rozdziały są przeważnie od siebie niezależne. Pomimo tego książka jest spójna i w ogóle nie traci na wartości. 

 

Nie możemy powiedzieć, by był jasny podział na dobrych i złych. Bohaterowie, których poznajemy, wybrali dany kierunek z jakiś pobudek. I raczej każdego z nich możemy zrozumieć. Zresztą, prawdę mówiąc, sami nie wiemy co zrobilibyśmy na ich miejscu. Bo nawet jeśli wydaje nam się, że my na pewno czegoś nie zrobilibyśmy, to tak naprawdę nie możemy być tego pewni, dopóki nie znajdziemy się w danej sytuacji.

 

Faktem jest, że bohaterowie żyli w trudnych czasach. Musieli podejmować trudne decyzje, przeważnie zbyt ciężkie patrząc chociażby na ich wiek. Robili to, co uważali za słuszne. Ich postawy były zależne od charakteru, siły, wychowania. Nie każdy mógłby być Jankiem.

 

W treści dużo jest rozważań. Nie brakuje też małego humoru, smutku, dygresji. Wszystkie te elementy sprawiają, że książka jest jedyny w swoim rodzaju. Na pewno warto ją poznać. Warto przeczytać. I warto też chwilę przy niej podumać.  

Dwie wieże - J.R.R. Tolkien
Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu.
Dwie wieże - J.R.R. Tolkien

O jacie! Jak drugi tom mną wstrząsnął! Zakończenie sprawiło, że nie mogłam spać spokojnie, dopóki nie dopadłam tomu trzecie. Zaś początek i dalsze przygody bohaterów sprawiły, iż znów w pełni zanurzyłam się w świecie pełnym niezwykłych i pięknych stworzeń.

 

W drugim tomie Drużyna Pierścienia zostaje rozdzielona, przez co mamy niejako dwie historie. Jedną z Powiernikiem Pierścienia i drugą - dotyczącą reszty drużyny. 

 

Na początek mamy historię Drużyny Pierścienia czyli Aragona, Legolasa (którego ubóstwiam :D ), Gimlego, Merrego i Pippina. Tą część opowieści wręcz pochłaniałam. Przygody bohaterów były niezwykłe, niesamowite, wspaniałe. 

 

Aragon pokazał jakim człowiekiem jest naprawdę. A jest człowiekiem, od którego wiele można się nauczyć. Trudno w świecie znaleźć drugiego tak prawego, honorowego, sprawiedliwego człeka jakim jest Aragon. Jego wierność zasadom, męstwo, oddanie swojej drodze mogą okazać się inspiracją, przykładem, by stać się choć odrobinę lepszym.

 

Legolas i Gimli to duet, który pokazuje, iż pomimo różnic można się z kimś zaprzyjaźń. Ich przyjaźń przeczy rozsądkowi. A ich rywalizacja jest tą zdrową rywalizacją, która sprawia, że stajesz się lepszy, bo pokonujesz swoje słabości. 

 

Merry i Pippin są najwierniejszymi kompanami, z jakimi się spotkałam w powieści. Ich relacja... ich przyjaźń jest wielka. Oni o sobie pamiętali, o siebie dbali. Spodobało mi się, że mieli w powieści swoje 5 minut. Nie byli oni piątym kołem u wozu. Oni też się liczyli! Też potrafili walczyć. Też byli odważni, pokazali tą odwagę. Pokazali, że nie liczy się tylko wielkość. Liczy się to, co ma się w sercu. Poza tym ich humor jest wspaniały. Naprawdę czymś cudownym jest umiejętność śmiania się, gdy widzi  się wokół siebie tylko mrok. 

 

Choć historie Drużyny Pierścienia czytało się cudownie, to ja jednak ogromnie czekałam na Sama i Froda. Ich wyprawa ciekawiła mnie ogromnie. To dla nich czytałam historię do końca. I przez nich nie mogła spać po zakończeniu tego tomu.

 

Sam jest najwierniejszym hobbitem jakiego widział świat. Jego wierność i oddanie są naprawdę niezwykłe (coś nadużywam tego słowa dziś, lecz naprawdę przy każdym bohaterze pojawia mi się myśl, że jest niezwykły). W tej części Sam pokazał jak bardzo dla niego liczy się Frodo. Choć pewnie widać to już było w pierwszym tomie. Jego wierność, oddanie, przyjaźń pokonuje strach, lęk, obawę. Idzie tam, gdzie ich musi. 

 

Zaś Frodo. Frodo wydaje się taki niepozorny, choć to on ma największe brzemię do dźwigania. Wciąż musi walczyć ze sobą, musi przezwyciężyć siebie, własne słabości, walczyć ze sobą, swoimi słabościami. Ma on ciężkie zadanie, którego sam się zgodził podjąć. 

 

Powieść czyta się szybko. Pewnie ze względu na prosty, piękny język, którym jest budowana fabuła. To właśnie ten język sprawia, że powieść staje się rzeczywistością (w pewnym sensie). Ja naprawdę się znalazłam w Śródziemiu, czułam, że tam jestem i widzę rozterki bohaterów, ich wybory, decyzje, ich trudny, smutki, ale też chwile szczęścia. To coś, czego szybko się nie zapomina. Takie  książki mają też wpływ na nas, czytelników. Mogą się odmienić w życiu. Mogą sprawić, że inaczej spojrzymy na niektóre trudności.

 

Polecam ją, bo nie da się jej nie polecić. :) 

Bractwo Pierścienia - J.R.R. Tolkien
Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruję,
Nie każdą siłę starość zniszczy.
Korzeni w głębi lód nie skuję
Z popiołów strzelą znów ogniska
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król tułacz wróci na stolicę.

Książka pełna magii.

Bractwo Pierścienia - J.R.R. Tolkien

Widziałam film. Myślałam więc, że podczas czytania przypomnę sobie to i owo. Lecz przyznam teraz, iż niewiele z filmu pamiętałam. Owszem, przy paru fragmentach pojawiały się migawki scen z "Drużyny pierścienia". I bohaterowie w moim umyśle wyglądali jak aktorzy wcielający się w rolę. Lecz poza tym, przeżywałam przygodę od nowa. I tak naprawdę cieszę się, że niewiele pamiętałam. Dzięki temu bardziej wczułam się w książkę oraz nie nudziłam się ani przez chwilę.

 

Niesamowicie się czyta pierwszy tom. Początek lektury jest przyjemny, spokojny. Jakby się czytało lekką opowieść. Lecz z każdą kolejną stroną, akcja przybiera na sile, a historia praktycznie przez cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Autor zaś wciąż dostarcza nowych wrażeń.

 

Książka ta jest cudowna. Zachwyca opisami przyrody, pieśniami (wierszami), zwyczajami różnych istot mieszkających w Śródziemiu oraz bohaterami, których możemy dość dobrze poznać, polubić, a zarazem nadal niewiele o nich wiedzieć.

 

Od pierwszych stron "Bractwo Pierścienia" wciąga czytelnika w swoją historię. Trudno się oderwać od losów Froda i jego przyjaciół. Ciężko zostawić jest bohaterów choć na chwilę. Już dawno nie czytałam tak wciągającej powieści. 

 

J. R. R. Tolkien stworzył świat, w którym czuć magię. Znaleźć ją można w opisach miejsc, bohaterów. Ona jest obecna przez cały czas. To ona sprawia, iż tak ciężko jest się oderwać od Śródziemia i powrócić do rzeczywistości. 

 

A bohaterowie? Jakże oni są pokazani. O każdym można coś powiedzieć. Frodo wykazuje się niezwykłą odwagą i oporem. Sam jest bardzo oddanym przyjacielem, który zrobi wszystko dla Froda. Merry i Pippin potrafią pokonywać trudności i nie tracić swojej radości. Gandalfa uwielbiam nie tylko za mądrość i bycie czarodziejem, ale też za wierność. Aragorn ma dużą wiedzę i chyba potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. Elf Legolas wydaje się taki delikatny, lekki, piękny, a przy tym dobry. Gimli zaś choć bywa uparty, potrafi pójdź na ugody dla dobra drużyny. I Boromir - postać, która być może ma chwile słabości, lecz z nimi walczy... i nawet gdy z nimi wygrać nie może to jednak cenię tą postać. 

 

Uwielbiam narrację w powieści. Jest ona prowadzona w taki sposób, iż czułam jakbym stała się jednym z członków drużyny. Jakbym była duchem przy bohaterach. Ja się znalazłam w tym świecie, widziałam go, czułam. Dla mnie to była wycieczka w świat całkowicie inny od tego, który znam.

 

Trudno nie pokochać tej opowieści. Przygody bohaterów są fascynujące. Owszem bywa niebezpiecznie, musi być niebezpiecznie, bo droga do przebycia miała być trudna. Lecz to niebezpieczeństwo sprawia, że bohaterowie stają się odważniejsi, mężnieją. Bez niebezpieczeństwa nie byłoby poczucia ulgi, gdy przychodziła chwila wytchnienia.

 

Wiele przygód bohaterów pozostanie ze mną na długo. Będę pamiętać ich trudy. Ale też będę pamiętać krainy elfów. Krainy przepiękne, w których czas płynie inaczej. Miejsca te oczarowywały i sprawiały, iż nie chciało się ich opuszczać. 

 

Będę chciała powrócić do Śródziemia. Najchętniej od zaraz. Mam nadzieję, że to mi się uda. Mam nadzieję, że znów poczuję magię, która niewątpliwie jest w książce. 

Warszawa w rozmowach - Krajewska Justyna
Czym jest dla Pani Warszawa?
Chalepianka Zapiski z Krety - Anna Laudanska
To, co zawsze urzeka mnie w kreteńskich firmach, to ich rodzinne korzenie, podtrzymywanie tradycji, walka o zachowanie własności z dziada pradziada.