W pierścieniu ognia (Igrzyska śmierci, #2) - Suzanne  Collins, Piotr Budkiewicz, Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Na wstępnie napiszę, iż część druga igrzysk wzruszała mnie o wiele bardziej niż część pierwsza. Więcej mamy momentów, przy których łzy same lecą po policzkach. Choć z drugiej strony może to wynikać z znajomości powieści. Ale czy wtedy nie powinno być na odwrót? Znam, wiem jak się to skończyć. Chociaż zakończenie też nie jest do końca szczęśliwe.

Tym razem Katniss i Peeta muszą odbyć obowiązkowe tournee  zwycięzców. Przy czym muszą pamiętać o swojej miłości oraz o tym, co może przynieść przyszłość. Akurat na ten rok przypadaja Ćwierćwiecze Poskromienia czyli wydarzenie, które powtarza się co 25 lat. Zawsze jest ono wyjątkowe, poprzednie liczyło podwójną ilość trybutów, a to...
Lepiej nie pisać.

Książka podobnie jak i poprzednia część, wciągnęła mnie od pierwszej strony. Katniss - dziewczyna, która wygrała - ma koszmary, nie potrafi się pogodzić z przeszłością. Bo kto by potrafił. Tyle tylko, iż każdy inaczej sobie radzi nocnymi koszmarami.

Na początku napisałam, iż książka wzrusza bardziej. Nie jest to dziwna patrząc na relacje między Peetą a Katniss oraz ich chęć ratowania siebie. To również też części jawnie mówi się o buncie oraz o konsekwencjach niektórych działań. Wszystko, czego jest świadkiem Katniss jest niesprawiedliwe, smutne i złe. Dlatego też nikogo nie powinny zdziwić pomysły Katniss. Ona chce być bezpieczna, chce by bezpieczni byli jej bliscy. Więc oczywistym jest, że zrobi, co tylko może w tym kierunku.

Dla mnie ta książka jest najbardziej smutną częścią "Igrzysk Śmierci". I to nie ze względu na wydarzenia "w pierścieniu ognia", ale przede wszystkim ze względu na klimat książki, atmosferę, którą się czuje od pierwszej strony. Tutaj radość czy szczęście to są krótkie fragmenty, które stanowią dodatek do strachu, bólu i smutku.

 

Plusy:
--> klimat
--> już lubię Katniss

 

Minusy:
--> czasem można mieć dość (jeśli ktoś się bardzo przejmuje losami Peety czy Katniss)