Wyspa Skarbów - Robert Louis Stevenson

Nie wiem, czy oglądaliście "Planetę skarbów". Była to animacja o Jimie, który wyruszył w poszukiwaniu tytułowej planety skarbów. Bardzo mi się podobała ta historia. A była ona inspirowana inną historią o chłopcu, który na swej drodze spotkał piratów i wraz z przyjaciółmi poszukiwał skarbów. Właściwie całą fabułę twórcy filmy pożyczyli z "Wyspy skarbów". Zmienili tylko rzeczywstość, bo w bajce żeglarze płyną po kosmosie.

Ale miało być o książce, a nie bajce. :)

Jim to młody chłopaka, który szuka skarbu. Najpierw z przyjaciółmi szukają odpowiedniego statku, załogi, która okazuje się niezbyt wierna oraz dobrego kapitana. Potem wyruszają w podróż. Czytelnicy poznają historię z "ust" Jimiego.  Sam bohater jest... szczęściarzem. Naprawdę ma wiele szczęścia. Dopiero uczy się życia, potrafi wpakować się w kłopoty, ale przeważnie wychodzi z nich cało.

Mamy również innych bohaterów. Doktora, który poza tym, iż jest mądry, jest również niezwykle miły i pomocny. Wie, że są sekrety, których nie powinno się wyjawiać. Ma również zaufanie do osób  z którymi się przyjaźni.
Dziedzic za to jest bardzo gadatliwy. Choć wie, że nie powinnien mówić, to i tak powie coś, co miało być sekretem. Jednak to dobry człowiek.
Sami piraci zachowują się jak typowi piraci znani z filmów. Ich kapitan, John Silver jest człowiekiem mądrym, który potrafi manipulować, udawać i kombinować.

Po przeczytaniu książki bohaterów szybo się nie zapomni. Nie są biało czarni, mają swoje wady i zalety. Jim dopiero uczy się życia i łatwo można się nim identyfikować. Postać Johna Silvera za to jest napisana w taki sposób, iż naprawdę można go polubić. Ba, można się zastanowaić, dlaczego wybrał taką drogę życiową jaką jest bycie piratem.

Przygody, które spotykają Jimiego są ciekawe. Czytając można poczuć się niczym żeglarz podróżujący po nieznanych morzach, poszukujący szczęścia lub bogactwa.