Dziewiąty mag 3. Dziedzictwo - Alice Rosalie Reystone

Ciężko coś napisać, jeśli nie czytało się dwóch poprzednich książek przy trylogii. Chyba lubię zaczynać od końca.

Ale pomimo nie przeczytania poprzednich książęk, wiedziałam o co chodzi. Tyle, że może bohaterów poznałabym bardziej.

Ta pozycja nie przekonuje mnie do przeczytania tego, co ominełam. I nie wiem czy przeczytam tom pierwszy i drugi. Może... kiedyś... za kilka lat...

Zacznę od tego, że to nie przez Rozpaczających czeka zagłada Dziewięciu Miast. Nie. Opis ma mały błąd. Zagłada może czekać przez krainę za wąwozem. Ważny też jest powód tego nieszczęścia. A jest nią śmierć pewnej antybohaterki... Tyle, jeśli chodzi o spojery.

Wracając do książki. Patrzę na nazwisko autorki. A tu takie obce. Jednak po opisie czyytam, że to Polka. Ok, spoko. Już wiem, że nie trzeba szukać nazwy oryginalnej.

Teraz, co do fabuły.
Czasem autorka traktowała czytelnika jako kogoś głupczego, np. gdy Amanda przemieniła się chłopca. Opis chłopca i jego zachowania (pocieranie palcami płatek prawego ucha) był taki, że łatwo idzie się domyślić, iż chłopiec to Amanda. Nie trzeba było potem jej oczywistości pisać.
Ale znowu czasem fabuła idzie za szybko do przodu i nie wiadomo, o co chodzi. Tak jakby coś było oczywiste, ale jednak ja jako czytelnik nie wiedziałam, o co chodzi.

Nie napiszę, że tą książkę się strasznie źle czytało, bo to nie będzie prawdą. Było kilka takich dziwacznych momentów, co albo coś było za szybko albo coś było niepotrzebnie dodane. Ale może nie jest to taki wielki minus.

W książce znajdziemy też nawiązania do Pottera.

Ogólnie książka "Dziewiąty mag. Dziedzictwo" przedstawia rzeczywistość, w której są dwa światy: jeden taki typowo ludźki bez magów i magicznych stworzeń, drugi magiczny. Tak przynajmniej jest w pierwszej części książki.
Ale potem pojawia się coś, co te światy łączy... i przez to cała książka traci na wartośći. Mogła autorka trochę inaczej dać zakończenia.

Epilog książki również był minusem. Chciałbym coś więcej się dowiedzieć o bohaterach, którzy przeżyli. A nie marne dwa zdania, a większość o Ariel i Marcusie.

Więc tak: tak książka zaczęła się w miarę dobrze, skończyła słabo.