Skazaniec. Na pohybel całemu światu - Krzysztof Spadło

Książka jest świetna, wciągająca. Jak już ją zaczęłam czytać to trudno było mi przestać.
Od początku historii czekałam, kiedy bohater napisze, co takiego zrobił, że został skazany na dożywocie. I wiem tylko tyle, że zabił. Ale póki co, o jego motywach nic nie wiem.

Na pewno kupię drugi tom tej książki. Bowiem pierwszy kończy się w takim momencie, że aż chce się wiedzieć, co będzie dalej.
To tak jak z niektórymi serialami. Jak odcinek kończy się ciekawym cliffhanger to czekamy na następny, wręcz nie możemy się doczekać następnego odcinka.
To samo można powiedzieć o "Skazańcu". Skończył się mocnym cliffhangerem, przez co mam ochotę już biec do księgarni w poszukiwaniu następnego tomu.

Fajne jest to, że poznajemy życie bohatera przed skazaniem. Bohater czasem wspomina o swoim życiu, dzięki czemu dowiadujemy się o jego miłości życia i przyjaciołach. Widzimy również błędy, które popełnia w więzieniu. Co jest oczywiste. W pierwszym tomie Stanisław Żabikowski dopiero uczył się zasad panujący w więzieniu. I uczył się tego bardzo dobrze. Możemy to zauważyć, gdy bohater zaczyna robić interesy, gdy nauczył się kombinować.

Kilka razy miałam przy czytaniu moment wzruszenia. Po raz pierwszy było to przy czytaniu listu od matki i zachowaniu bohatera po dowiedzeniu się, co matka mu napisała. Po raz ostatni było to przy zakończeniu, gdy bohater miał odwiedziny.

Szczerze polubiłam bohatera, kibicowałam mu w jego działaniach, planach. Przeważnie jest tak, że gdy ktoś zabija np. w filmie czy książce, to chce się dla tego kogoś kary. Strasznej kary. Tutaj bohater jest ukarany, trafił do więzienia, skazany na dożywocie. Lecz gdy klawisze, dozorcy traktowali go jak śmiecia, było mi go szkoda. Gdy go bili, albo gdy skatowali jego kolegę. Szkoda mi było za każdym razem, gdy strażnicy traktowali bohaterów jak śmieci, gdy praktycznie za głupotę stosowali okropne kary.
Już samo więzienie było dla skazanych pewnym rodzajem pokuty, zapłaty za grzechy jakich dokonali. Jak na przykład dla Ojczulka, który zanim popełnił straszną zbrodnię, był księdzem.

Brakowało mi za to rozdziałów. Przynajmniej na początku, przy przeglądaniu książki. Bo byłam przyzwyczajona do rozdziałów.
Ale za to jak zaczęłam czytać książkę, to ten brak rozdziałów wcale nie był minusem. Teraz, po przeczytaniu mogę spokojnie stwierdzić, że spodobała mi się forma, którą na początku uważałam za wadę.

Bardzo trudno było mi ocenić tą książkę. Bo jest świetna, rewelacyjna. Wiedziałam jedno: musi być to wysoka ocena.
I przy czytaniu z jednej strony byłam pewna, że tej książce dam 10. Ale trafiłam na takie głupie zdania "Bynajmniej tak się stało w moim przypadku." Z tego, co się orientuje synonimem "bynajmniej" jest np. "wcale". W tym zdaniu pasuję jednak słowo "przynajmniej". Byłoby wtedy "Przynajmniej tak się stało w moim przypadku".
Jednak przez ten drobny błąd moja ocena spadnie o dwa oczka. Byś może dużo, ale wydaję mi się, że lepsza mocna 8 niż słaba 9.

Plusy i minusy książki
 
Plusy:
+ wciągająca
+ powoli poznajemy życie bohatera i jego błędy
+ momentami wzrusza
 
Minusy:
- bynajmniej a przynajmniej
 
-+ brak rozdziałów (na początku minus, który okazał się plusem)
 
Książka ma również fragmenty, cytaty, które pasują również do życia zza więziennym murem. Niektóre uczucia głównego bohatera pasują również do człowieka z problemami. Człowieka, który jest zagubiony, boi się. Nie widzi dla siebie przyszłości, przynajmniej takie pozytywnej, idealnej.