Chata - William P. Young

Chciałabym, aby ta historia była prawdziwa. By to, co bohater przeżył było prawdziwe.  Mam nadzieję, że takie jest.
Historia opisana w książce jest piękna, bardzo wzruszająca. Poznajemy bowiem człowieka pogrążonego w Wielkim smutku po stracie ukochanej córki. Człowieka, który się obwinia. I co najważniejsze, człowieka, który otrzymał list (bardziej to zaproszenie) od Boga.
Tak, Bóg wysłał mu zaproszenie, a Mack (tak główny bohater ma na imię) przyjął to zaproszenie. Co znaczy, że pojechał do chaty, która kojarzyła mu się negatywnie. Z tą chatą miał smutne (wręcz tragiczne) wspomnienia.
Ta chata po przyjeździe Macka, potrafiła się zmienić w wspaniały dom, w którym mieszkał Bóg (w trzech postaciach). Bóg w wizji Macka był praktycznie przez całą opowieść czarnoskórą kobietą. Duch Święty (Sorayu) azjatycką dziewczyną.

W tej historii jest wszystko, co potrzebne. Przemiana Macka, opisy obrazu, który Mack zobaczył (być może to było niebo), ogrodu, który był obrazem duszy bohatera. Rozmowy Macka z Bogiem, które są świetną, teologiczną lekcją.
Bóg w opowieści jest kochającym bytem (?), który chce dla ludzi jak najlepiej. Przynajmniej tak się wydaje. Nie jest zły, okrutny. Ten Bóg chce dla Ciebie jak najlepiej, choć zna Twoją przyszłość.

Od pierwszej strony książka wciąga. Nie czytasz jej na siłę, lecz dlatego, bo chcesz wiedzieć, co będzie dalej.
Książka również wzrusza (i to bardzo). Miałam kilkanaście momentów, gdzie musiałam się powtrzymywać od płaczu. Lecz i tak łezki poleciały.

Książkę ogromnie polecam. Każdemu.