Miłość, miłość, miłość... i może jeszcze troszkę nienawiści.

Duma i uprzedzenie - Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Jane Austen

O "Dumie i uprzedzeniu" dużo nie napiszę z prostego powodu: książka mi nie przypasowała. Nie jest to związane z tym, że nie lubię klasyki, bowiem już kilkakrotnie czytałam coś do niej zaliczanego, co było wspaniałe.

 

"Duma i uprzedzenie" była taką gonitwą za chłopakiem bądź jego brakiem. Siostry kogoś kochały, albo nie kochały. Same nie wiedziały czy to miłość czy nie... no może poza Jane, która od początku kochała. Zresztą to taka postać idealna... zbyt idealna. 

 

Inni bohaterowie przeważnie mnie irytowali. Nawet cudowny i wspaniały pan Darcy. W ogóle ta książka była irytująca. Może przez to, że nie rozumiałam zachowań bohaterów, bo wystarczyłaby normalna rozmowa, a nie udawane konwersacje, złudne poczucia krzywdy czy niesprawiedliwe osądy.

 

Wiele rzeczy nie powinno wydarzyć się, lecz ważniejsze dla bohaterów było dobre imię czy usłyszane pogłoski.

 

Czytając, czułam jakby to był romans, w którym bohaterowie sami nie wiedzą, czego chcą od losu. Nie rozumiem, czemu ta książka jest tak wychwalana ani co w relacji pan Darcy a Elizabeth jest takiego wyjątkowego. 

 

Po prostu wymęczyłam się z tą książką, choć w gdzieś połowie przyznam szczerze, że zaczęła mi nawet odpowiadać. Pewnie czułam, że zbliżam się ku końcu.  A i Elżbieta zaczęła być całkiem znośna. Pan Darcy też się zrobił troszkę fajniejszy, więc ocenić ją całkiem źle nie potrafię. 

 

Książka ta zdecydowanie nie jest dla mnie. Wolę chyba trochę inne gatunki, niż takie, w których poza miłością niewiele więcej można znaleźć.