Czas na podróż na Truposzu.

Keller - Marcin Jamiolkowski

Zapraszam do Układu Polonusa, gdzie mieszka Keller. On... hmm... ma jakby całą swoją planetkę obok wielkiej planety Polonusa. Polonus to taka odległa w przyszłości Polska. Tak, tak - Polska ma własną planetę. :D

 

To tyle tytułem wstępu. 

Akcja rozgrywa się w przyszłości, w czasach ekspansji kolonialnej, a raczej międzyplanetarnej. Statki kosmiczne to takie lepsze samochody czy samoloty, a cała fabuła rozgrywa się w kosmosie (i na różnych planetach).

 

Ważną informacją, przynajmniej dla mnie, jest podział rozdziałów. Przeważnie w każdej książce, którą biorę do ręki rozdziały albo są ponumerowane albo jakoś nazwane. Tu natomiast każdy rozdział to trzy gwiazdki. Zawsze trzy gwiazdki - nigdy mniej ani więcej. Takie to było dla mnie nietypowe, że musiałam się tym podzielić na samym początku. 

 

Czytając, praktycznie od razu weszło mi do głowy powiedzenie "historia kołem się toczy", bowiem historia z książki raczej każdemu będzie się kojarzyć pełnym wydarzeniem historycznym. Można by nawet napisać, iż książka opowiada o Wielkiej Schizmie z punktu widzenia Marcina Jamiołkowskiego. Jednak w książka Wielka Schizma jest o wiele ciekawsza. W ogóle ciekawsza jest historia państw od momentu ekspansji międzyplanetarnej. 

 

Nie mogę również nie wspomnieć o postaci, która pojawia się w książce. Postać ta żyła też w rzeczywistości. W sumie w książce też jest przedstawiona, gdy poznawaliśmy przeszłość od aktualnych wydarzeń. 

Osobą tą jest Jan Paweł II - papież Polak. Lubię natrafiać na takie smaczki. Zresztą podobnych smaczków jest więcej - fan szlachty znajdzie w fabule coś dla siebie. Można znaleźć nazwiska, które wręcz kojarzą się z historią szlachecką Rzeczypospolitej. 

 

Trudno nie dostrzec w książce humorystycznych wątków. Choćby barwna załoga tytułowego Iana Kellera. Przy tej załodze można się ubawić jak nigdzie, a udowodnić to mogę bardzo prosto, bo z cytatem z książki:

 

- Kasę dostaniemy legalnie? – dodał Vlad. - Bo ja strasznie nie lubię płacić podatków.

 

Ale nie tylko wątki z załogą są zabawne. Zresztą, książkę trzeba przeczytać, by się o tym przekonać... chociaż ten cytat rozmowy z biskupem <śmieje się rozmarzona>

 

Równocześnie akcja w książce ciągle goni naprzód. Czytelnik nie jest w stanie się zanudzić, bowiem tu wciąż coś się dzieje. A przy tym jest tak dużo sekretów do odkrycia. Nie mówić o tym, iż podczas czytania pojawia się uczucia, że wiesz, o co chodzi, nadążasz i domyślasz się zakończenia, a tu myk, pstryk... i nagle okazuje się, że całkiem inną wizję miał autor, a ty się pomyliłeś z swoimi domysłami, przez co książka jeszcze bardziej zyskuje w twoich oczach, bo była w stanie ciebie zaskoczyć. 

 

Powinnam jeszcze napisać kilka słów o Ianie Kelleru. Szczerze, jest to postać, która zapada w pamięć. Najemnik, awanturnik, postać, która za odpowiednią cenę zgodzi się praktycznie na wszystko. Ian jest postacią, która na początku wydaje się prosta do rozgryzienia, jednak w miarę rozwijania się fabuły, wychodzą na światło dzienne tajemnice na jego temat, które fajnie się odkrywa. 

 

Książka to taka lektura, w której akcja cały czas krąży wokół kościoła, lecz nie w taki sposób jak to się dzieje w książkach Dana Browna. Ciekawie jest prowadzona fabuła, religie są fajnie opisane i ogromnym plusem jest stworzenie nowej historii w oparciu o tą znaną, starą. 

 

Książka jest naprawdę przyjemna w odbiorze. Idealna na długie, jesienne wieczory, które właśnie trwają. Ogromnie polecam. :)