Grzech nasz codzienny - Dan Dominik

Dzisiaj będzie o książce, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Od początku bowiem jest ciekawie, i już od pierwszych stron można się wciągnąć w fabułę. A każdą kolejną stroną jest coraz ciężej się oderwać od historii.

 

Bardzo spodobał mi się styl pisania autora. Przeszłość mieszała się teraźniejszością, lecz w taki sposób, że czytelnik nie był w stanie się pomylić. 

 

Historia jest o chłopcu, którego ktoś zabił. Wydział zabójstw się tym zajmuje. A w nim znajdziemy szereg policjantów, których można lubić bardziej lub mniej. O tych policjantach można by poemat ułożyć, bowiem są tak skonstruowani, że ciężko mówić o nich tylko dobrze lub tylko źle. Każdy z nich ma swoje własne, małe problemy. Każdy z nich ma swoje jasne i ciemne oblicze. I to jest fajne, bowiem właśnie to sprawia, iż stają się prawdziwi. 

 

Są też inni bohaterowie. Ważni, czy mniej ważnie. Na pewno ciekawi. Na przykład taki Adam i Zdena. Ciekawy z nich duet. Niby para, niby się kochają, a jakby się nienawidzili. Tak naprawdę to nawet do końca nie wiadomo, dlaczego są razem. Dla władzy, pieniędzy, awansu? Czy może rzeczywiście z powodu chorej miłości, która ich łączy? Ich relacja jest bardzo interesująca, bowiem pojawiają się w niej różne sprzeczności, ale też i uczucia, dzięki którym ta para pozostaje w pamięci. 

 

Rodzina chłopca jak rodzina kogoś, kto zginął w tajemniczych okolicznościach. Zrozpaczona. Równocześnie fajnie, że mogliśmy ją poznać też z retrospekcji. Dzięki temu więcej o niej wiemy.

 

Peter, którego mamy przyjemność poznać jest fajnym dzieckiem, który skrywa tajemnicze warte odkrycia.

 

Muszę przyznać, iż autor napisał świetny kryminał. Doskonale mieszał w nim tropy, ślady. Widać, iż miał wiedzę kryminalną i medyczną, którą posługiwał się w książce i robił to w doskonały sposób. Potrafił przy tym stworzyć opowieść, którą można by sprzedać jako scenariusz dobrego filmu, bądź serialu. I przy tym pisał tak, że jedyne co pozostało czytelnikowi, to czytać zapartym tchem i nie odpuścić ani jednej linijki.

 

Nie da się nudzić przy lekturze. No nie da się. Ciężko jest się też od niej oderwać. Przy tym zawsze przy czytaniu pojawiają się jakieś uczucia i emocje. A to nienawiść, miłość, chęć odkrycia prawdy. Smutek, złość. Dzięki temu książka tym bardziej zyskuje na wartości.

 

Dodatkowo autor potrafi ukazać dusze bohaterów. Widać intencje, które kierowały danymi osobami. Możemy zauważyć, kto jakie pobudki miał. A przy tym możemy zauważyć, iż do danej zbrodni wcale nie musiałoby dojść, gdyby... No właśnie, gdyby... Dzięki temu możemy sami ocenić danych bohaterów, ich usprawiedliwić, bądź jeszcze bardziej znienawidzić. Mi się tak naprawdę zrobiło po lekturze smutno, bardzo smutno, bowiem świat jest właśnie taki jak w powieści. Choć to fikcja, to jednak wiele w niej prawdy. 

 

Zresztą sam opis stworzony przez autora, którym zakończę tą moją opinię,  mówi chyba wszystko na temat lektury:

 

Te stronice będą niesmaczne. Nie czytajcie. Jeśli jednak postanowicie wytrzymać do końca, nie wytykajcie mi, że jestem zwyrodniały i spaczony, że przesadzam, usiłuję wyolbrzymiać, nie znam miary. (…) Rzeczywistość jest o wiele gorsza.