Dworek pod Lipami - Anna J. Szepielak

Lubię wszystkie gatunki, bowiem w każdym mogę znaleźć perełki, które sprawią mi uśmiech na twarzy. Owszem, mam swoje ukochane typy książek, które wielbię bardziej niż inne. Jednak nigdy nie skreślam książki ze względu na gatunek. Gdyby tak było, nie sięgnęłabym po "Dworek nad Lipami".

Do książki mam mieszane uczucia. Wiele rzeczy mnie w niej irytowało. Były też takie, które sprawiały mi uśmiech na twarzy, więc może zacznę od plusów a zakończę na minusach?

Uwielbiam okładkę książki. Jest przepiękna. Dużo też mówi na temat fabuły. Po samej okładce mogę powiedzieć, iż będzie to historia o rodzinie. Niewiele się pomyliłam. Tytuł zaś sugeruje, iż miejscem akcji będzie wieś. Jakoś od początku, jeszcze zanim zaczęłam czytać książkę, byłam pewna, iż będzie to miejsce takie jak w serialach "Nad rozlewiskiem" (wiem, że serial ten jest na podstawie książki, lecz ani serial ani książka jeszcze mnie nie skusiły) czy "Blondynka". I miałam trochę racji, ale trochę się też myliłam.

Na pewno jest to literatura rozrywkowa, idealna na przyjemny wieczór. Nie jest trudna, nie jest wysokich lotów. Jednak ma sprawić, by czytelnik zapomniał na chwilę o swoich kłopotach, by zatopił się w życiu Gabrysi. Od początku nie wymagałam wiele od lektury. Chciałam przyjemnie przy niej spędzić czas, i tak też było. Chociaż były momenty irytacji, ale o tym za chwilę.

Główną bohaterką jest Gabrysia... pisarka. I już na samym początku przez to poczułam lekką irytację, gdy mogłam się dowiedzieć jak ciężkie jest życie pisarki. Jednak przez to, iż Gabrysia jest pisarką, możemy poznać historię, którą tworzyła... i która była momentami ciekawsza niż jej własne życie.

Celina, główna bohaterka nowej powieści Gabrysi jest dość ciekawą osobą, XIX wiek, piękne stroje, kobiety, które mniej mogą. W sumie fajnie było pobyć w tym świecie.

Jednak łatwo idzie zauważyć analogie życia Celiny do życia Gabrysi. Gabrysia zaś jakby tego nie widziała. To jak jej bohaterka radziła sobie z problemami... a Gabi zamiast się od niej uczyć, popełnia te same błędy. Może dziwna jest nauka od swojej postaci, jednak w tym przypadku to było wręcz wskazane.

Problemy bohaterów łatwo można było rozwiązać z rozmową. Serio, jedna, dwie rozmowy na początku i nie byłoby tych wszystkich problemów. Jednak potrafię zrozumieć strach Gabrysi przed powiedzeniem o swoich problemach mężowi. Rozumiem też Marka.

Książka jest przyjemna, napisana z lekkim humorem. Bywało zabawnie. I to chyba jej największy plus, który sprawia, że zapominałam o momentach irytacji na głównych bohaterów. Jest to zwykła historia o zwykłym, codziennym życiu. Jak się okazuje, nawet takie historie przyjemnie się czyta.

Idealnie nadaje się na wieczór z książką. Raczej nie zanudzimy się przy niej, choć przy wielu zachowaniach bohaterów możemy się zirytować. Jednak książkę polecam. Polecam, bo potrafiła wywołać uśmiech na mojej twarzy. Jednak wiem, że prawdopodobnie o niej szybko zapomnę. Bo ona taka jest: do przeczytania, poznania i pójścia dalej. Chociaż muszę przyznać, iż można się czegoś nauczyć od bohaterów. Bowiem lepiej sobie kilka spraw wyjaśnić na początku, by później nie narosły do rangi problemów wielkich, przez które może rozpaść się nawet szczęśliwy związek.