Wesele - Stanisław Wyspiański

Są książki, po których ciężko cokolwiek powiedzieć. Do takich ja zaliczam "Wesele", które czyta się szybko, ale też szybko się o nim zapomina.

 

Tą książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia... niecałego dnia... kilku godzin. Czytało się ją naprawdę spoko. Ale niestety po przeczytaniu miałam problem, bo choć treść przeczytałam, to niewiele zapamiętałam. Dlatego też, aby książka na dłużej pozostała w mojej pamięci, powinnam chyba przeczytać ją kilka razy.

 

Jednak jest to książka, którą znać warto. Wiele treści, zdań wypowiadanych przez bohaterów jest wciąż aktualna i chyba nigdy nie straci na wartości.

 

"Wesele" Wyspiańskiego jest książką na pewno ponadczasową, być może jest też wybitną, jednak łatwo o niej zapomnieć, co jest jej największym minusem. Choć ma kilka fragmentów, które sobie zapamiętałam.

 

Chyba każdy z nas zna cytat "Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się ino sznur" i wie, z jakiej książki on pochodził. Znałam go już wcześniej. Czasem nawet wykorzystuje się go podczas różnych sztuk (pamiętam nawet kabaret, który do tego nawiązał). Byś może dlatego, że już ten cytat znałam, to i teraz go pamiętam. Jednak ma on w sobie jakąś magię, przesłanie.

 

Za to fragment "A to Polska właśnie" wcześniej nie kojarzyłam. A jednak, gdy na jego trafiłam w dramacie, pozostał w mojej pamięci. Teraz jak myślę o "Weselu" Wyspiańskiego, to mam w głowie "a to Polska właśnie". To zdanie wydaje mi się myślą przewodnią tego dramatu... zdaniem, które wszystko wyjaśnia. I szczerze... to zdanie jest wciąż aktualne... jak wiele innych zdań w dramacie. 

 

Chyba to jest piękne w tej książce, że wiele wypowiedzi nie straciło na wartości przez te lata. Wiele z nich pasowało do czasów rozgrywających się w sztuce jak i pasuje do obecnych wydarzeń. Wiele wypowiedzi nabrało też całkiem innego, nowego znaczenia. Coś niezwykłego jakby się nad tym dłużej zastanowić.

 

Forma książki mi naprawdę pasowała. Lubię sztuki, podział ról. Czytając takie dzieła mam przed sobą (w wyobraźni oczywiście) scenę, w której rozgrywa się cała sztuka, cały ten dramat. To coś pięknego... jakby teatr w książce, teatr w głowie.

 

Nie mam ulubionych bohaterów. Każdy z nich coś ze sobą przyniósł. Na pewno nie zapomnę gospodarza czy poety. Ani postaci fantastycznych: chochoła czy widmo. Uwielbiam, gdy w książka można znaleźć elementy z fantastyki, które coś ukazują, coś ważnego dla fabuły, ale też dla czytelnika.

 

Książkę polecam poznać, odkryć ją na nowo. W szkole wydaje się ona nudna, niezbyt ciekawa. Za to, gdy sięgniemy do niej po kilku latach, odkryjemy, że ma wspaniałą wartość i jest przyjemna. Warto ją przeczytać ponownie, gdy już nie musimy jej omawiać na lekcji. Możemy wówczas odkryć przyjemność z jej czytania. Tak jak ja to zrobiłam dzisiaj. :)