Lowczyni z Ciernistego Lasu - Melanie Dickerson

Przeczytałam tą książkę bardzo szybko. I to jest jej największy plus. Na pewno jest prosta, lekka, którą można przeczytać w każdym momencie, nawet gdy mamy za dużo na głowie innych rzeczy. Idealna dla osób, które lubią książki o pięknej miłości od pierwszego wejrzenia. Świetna, dla osób, które kochają historie proste, wręcz banalne.

 

Tytułową łowczynią z Ciernistego Lasu jest Odette Menkels, która w lesie poluje na jelenie. Pierwsze, co przychodzi do głowy, gdy się o niej pomyśli, to, że jest damską wersją Robina Hooda. Pomaga biednym okradając bogatych. I podczas czytania to się wydaje fajne. Jednak później zauważa się dość duże braki, które książka ma. 

 

Odette Menkels wydaje się wspaniałą dziewczyną. Tyle, że jest niby bogata, a zamiast po prostu dawać jałmużnę, ona idzie do lasu i poluje, co jest niedozwolone. Mówi o Bogu, wierzy w niego, chce żyć zgodnie z zasadami religii, a kradnie (inaczej się tego nie da nazwać). I o ile cudowne to jest w przypadku Robina Hooda, który nie ma majątku, to w przypadku panny z bogatego domu jest to co najmniej dziwne. Już nie mówiąc o tym, że podstawa Odette jest chwalona w powieści. Liczyłam na to, że zostanie sprawiedliwie ukarana, gdy zostanie złapana. A tu tak wszystko zbyt bajkowo się skończyło. Zresztą, w powieści każdy został usprawiedliwiony. A co tam, jak ktoś w życiu robi coś złego, niedozwolonego, niefajnego, to na pewno miał powód, więc w sumie taki zły nie jest. Tak naprawdę wcale nie jest zły. 

 

Ja naprawdę rozumiem, że Odette miała ciężkie dzieciństwo. Rozumiem, że przez to patrzyła na biedne dzieci pod kontem własnych wspomnień. Jednak jeśli pragnęła zmienić ich los, to powinna robić wszystko w legalny sposób, bo miała taką możliwość. 

 

Myślałam, że na temat głównej bohaterki będę mogła powiedzieć, iż jest szlachetna, Jednak tak naprawdę jest postacią nudną, która jedynie kłusuje i od czasu do czasu (3 dni w tygodniu) uczy biedne dzieci. Czasem też baluje. 

 

Jorgen Hartman jest równie prosty jak Odette. Choć przynajmniej on poza złapaniem kłusownika, poszukiwaniem miłości, naprawdę potrafi zrobić coś dobrego. Ba, on potrafi iść do margrabiego i mu powiedzieć prawdę, czy wystosować prośbę. Dlaczego Odette zamiast kłusować, nie pomyślała, by choćby zbierać datki? 

 

Jorgen mi się spodobał. Jedyna pozytywna postać, która dostała praktycznie to, na co zasłużyła. 

 

Jednak jest wręcz zauroczona wydaniem. Książka jest przepięknie wydana. Każdy rozdział zachwyca. Strzałki zamiast trzech kropek, gdy w rozdziale przenosimy się do innego wątki - urocze. Przy numeracji rozdziałów przepiękny wzór. Kocham, gdy książki są wydane troszkę inaczej, gdy można się zauroczyć samym wyglądem wnętrza. 

 

Książka nie jest zła. Nie jest strasznie zła. Po prostu są tu elementy, którą wręcz rażą po oczach. Bowiem, ile można znieść czytania o tym samym (przeszłość Odetty i Jorgena była wałkowana przez długi czas, za każdym razem, gdy się pojawiała, czytelnik mógł sobie przypomnieć, co takiego spotkało tych biedaków).

 

Zbytnie idealizowanie bohaterki również nie wyszło jej na dobre. Szczególnie, gdy można było zauważyć, iż Odette idealna nie była. Ale i tak co jakiś czas można było przeczytać o tym jaka to cudowna Odette nie jest. W realu nie cierpię, gdy ktoś zbytnio idealizuje kogoś, więc w książce również nie sprawiło to, że Odette pokochałam. Raczej widziałam w niej bohaterkę, którą każdy chwali, nawet gdy nie ma za co jej chwalić. Owszem robiła coś dobrego, ale równocześnie robiła też złe rzeczy. Była urocza, lecz czasem niezbyt miła. Po prostu była jak wiele ludzi: zwykła, więc po co to idealizowanie. 

 

Jednak jeśli lubicie proste historie miłosne, jeśli lubicie romantyczną wersję miłości, to książka powinna się wam spodobać. To jest prosta lektura, w której historia jest banalna, ale i troszkę urocza. I cudowne w niej jest to, iż sprawiedliwym okazuje się ten z pozoru niesprawiedliwy. 

 

Plusem jest też fakt, iż 10% dochodu z książki wydawnictwo przeznacza na cele charytatywne.