Anna Karenina - Lew Tołstoj
- Może się mylę - rzekł w końcu. - W takim razie proszę o przebaczenie.
- Nie, pan się nie myli - odparła Anna powoli po francusku, patrząc z desperacką odwagą w zastygłą twarz męża - nie myli się pan. Byłam istotnie w rozpaczy, bo inaczej być nie mogło... I teraz słucham pana, ale myślę o nim. Kocham go i jestem jego kochanką. Nie znoszę pana, boję się, nienawidzę...
Niech pan ze mną robi, co pan chce.