Geniusz zbrodni - Chris Carter

Uwielbiam "Zabójcze umysły". Lubię seriale kryminalne. Zauroczyłam się w "American Crime Story". Z chęcią oglądam kryminalnie na kanale Stanowo. Dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok "Geniusza zbrodni".

 

Książkę tą otrzymałam na portalu granice.pl za przeczytanie 12 książek. I niestety, nie zabrałam się do niej od razu. Żałuję tego, gdyż książka była świetna. Ledwo potrafiłam się od niej oderwać, tak się wciągnęłam.

 

Akcja zaczyna się niepozornie, a raczej niefortunnie. Nieszczęśliwy wypadek sprawia, że na jaw wychodzą zbrodnie, o których nikt nie miał pojęcia. Zaczyna się robić ciekawie. Jeszcze ciekawiej jest, gdy do zbadania sprawy musi się włączyć Robert Hunter.

 

W książce główne skrzypce gra dwóch bohaterów. Jeden stoi po stronie prawa, drugi wybrał drogę zła. Każdy z nich ma charyzmę. Każdy z nich jest ciekawy. Każdy z nich sprawia, że książka jest świetna.

 

Od razu powiem, że to moja pierwsza książka. Już wiem, że jest ona tomem szóstym z cyklu "Robert Hunter". Mogę więc podejrzewać, iż niektórzy poznali już dość dobrze postać Roberta Huntera. Ja go dopiero poznawałam. Poznawałam w dość niezwykły sposób.

 

Podobała mi się niejako rozgrywka (o ile tak mogę nazwać ten spektakl) pomiędzy Robertem Hunterem a Lucienem. Od ich rozmów trudno było się oderwać. Czytałam je z zapartym tchem... i chciałam więcej.

 

Przyznam, iż Robert Hunter przypominał mi nieco dr Spencera Reeda z serialu "Zabójcze umysły". Był dla mnie takim genialnym dzieckiem. Niezwykle inteligentnym człowiekiem, który wiele rozumiał, wiele wiedział. Chyba też dzięki temu podobieństwu tak polubiłam Roberta.

 

Lucien zaś posiadał najlepsze cechy, jakie można by przypisać ciekawym postaciom. Lubił prowadzić grę. I to w książce było widać. Bowiem to, co toczyło się pomiędzy Robertem a Lucienem to była pewnego rodzaju gra. Niezwykle ciekawa, wciągająca i niebezpieczniejsza zabawa.

 

Podobał mi się klimat w książce. Czuć było w nim emocje: zdenerwowanie, niepokój, strach. Czuć było coś niespokojnego. Atmosfera z każdą minutą gęstniała.

 

Książka nie nudzi. Jest w niej dużo zwrotów akcji. Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać na następnej stronie. Detektywi (a ja wraz z nimi) byli wodzeni za nos. Czasem wpadali pułapki, które były na nich nastawione. Czasem byli narażeni na niebezpieczeństwo.

 

Zakończenie było nieco zaskakujące. Choć też nie powiem, że naprawdę nie można się było spodziewać, co się wydarzy na ostatnich stronach. Bo można je było przewidzieć. Jednak fakt faktem, książka była napisana w taki sposób, że nawet zakończenie było pewnego rodzaju niespodzianką.

 

Rozdziały są krótkie. Ja akurat jestem fanką krótkich rozdziałów. Nie przepadam, gdy książka ma rozdziały po 19 stron bez żadnych przerywników. Ale akurat ja jestem taką dziwaczką, która gdy zacznie czytać rozdział, podrozdział, to musi go doczytać do końca lub do jakiejś w nim przerwy. Nie lubię zostawić czegoś niedokończonego, więc akurat zawsze zwracam uwagę na krótkie/długie rozdziały i zawsze chwalę, gdy nie są one za długie. Za krótkie dla mnie nigdy nie będą, ale już miałam kilka książek, w którym rozdziały były zdecydowanie za długie.

 

Jednak równocześnie zauważyłam, iż rozdziały kończyły się w takich momentach, że ciężko było nie zacząć następnego. To chyba przez to tak szybko książkę pochłonęłam. Bowiem rozdział cały musiałam przeczytać, a kończył się tak, że musiałam zacząć (i równocześnie skończyć) rozdział następny. Przez to też miałam dwie nieprzespane noce, bo jak tu skończyć jak fabuła nie pozwala od siebie odejść. I w obu tych nieprzespanych nocach, niestety usnęłam z książką w dłoni...

 

W ogóle uważam, że książka jest świetna. Ma fajny klimat. Dobrze się ją czyta. I przypomina mi najlepsze seriale kryminalne. Seriale, które kocham. Dlatego też lekturę tą gorąco polecam. :)