Kochankowie i kłamcy - Sally Beauman

Zaczęło się tajemniczo, a dzięki temu też ciekawie. Później było różnie, choć nadal praktycznie do końca wzbudzała ciekawość. Do zakończenia zaś wciąż mam mieszane uczucia.

 

Głównych bohaterów jest dwóch. Fotograf Pascal, którego polubiłam, choć ma w swoim życiu epizody, które niezbyt mi się podobało. Zaś dziennikarka Gini przez większość książki bywała przyjemna. Jednak moje serce skradł John - ambasador Stanów Zjednoczonych w Londynie. Jest charyzmatyczny, ale momentami wydawał mi się najprawdziwszy i uczciwy... chociaż później...

 

Choć Marianne w książka ma minimalną rolę, to polubiłam tą małą dziewczynkę... córkę Pascala. Wygląda na uroczą, słodką córeczkę. Z epizootycznych ról na wspomnienie zasługuje też pewna modelka. Zapada w pamięć dość mocno.

 

Z bardziej zauważalnych bohaterów, poza Johnem, polubiłam ogromnie Mary - macochę Gini. Mary jest taką zwykłą panią domu, z którym można poruszyć każdy temat. Nie miałabym obaw się jej zwierzać. W ogóle bym chciała mieć w swoim otoczeniu taką osobę jaką jest Mary.

 

Jeśli chodzi o fabułę, to ogólnie nie jest zła. Jednak historia trochę za bardzo się przeciągała, przez co momentami mogła nudzić. Lecz całościowo nie było źle. Główny wątek wypadł nieźle, chociaż osobiście wolałabym, by się inaczej skończył. Czasem zaskakiwał (do pewnego momentu). Później zrobił się lekko przewidywalny, choć i tu można było zaznać uczucia zaskoczenia. Przede wszystkim zaś był bardzo poplątany, pomieszany. Wplątane zostało w niego zbyt wiele osób moim skromnym zdaniem.

 

Jeśli chodzi o wątek miłosny. Cóż, był on do przewidzenia już od pierwszego spotkania Pascala z Gini. Ale szczerze uważam, że za mało było w nim namiętności, miłość, za dużo zaś wojenek. Para ta potrafiła świetnie współpracować, pasowali do siebie. Ale bardzo często jednym szybkim krokiem potrafili to zepsuć. Ich kłótnie były burzliwe, czasem zaś po prostu głupie.

 

Książka liczy około 800 stron. Dostajemy dzięki temu dość dokładny opis wydarzeń. Mamy wiele retrospekcji. Nie wszystkie z nich są dla fabuły ważne.

 

Muszę przyznać, iż jest to powieść z klimatem. Nieco tajemnicza, ze sporą dawką tajemnic, z różnymi aferami. Ale nie jest jak większość książek z politycznymi aferami w tle. Nie przypomina też zwykłego thrillera. Tutaj akcja się powoli rozkręca, nabiera smaka. Każda strona pozwala coś odkryć. Czasem upewnić się w swoich przekonaniach, czasem się cofnąć przy własnej zabawie w szukaniu winnego. Bo książka daje też w pewnym momencie zabawić się w detektywa. Nie odkrywa wszystkich kart, choć odkrywa ich wiele...

 

Przyznam, iż książka mnie zaciekawiła. Początek był najbardziej intrygujący. On sprawił, że książka wzbudziła we mnie ciekawość. Rzadko się mi zdarza, by już pierwsza strona zaintrygowała mnie. Później mogłam poznać dość dobrze bohaterów. Niektórych polubić, innych znielubić, a jeszcze innych uważać za szaleńców. W zakończeniu pokładałam wielkie nadzieje, które się nie spełniły. Niemniej jednak, jako thriller jest to niezła pozycja. Warto ją poznać, jeśli ma się czas na poznanie 800 stron zapisanych niezbyt wielką czcionką. :)