Sen nocy letniej - Arne Dahl

Mam tendencję do kupowania książek, które są już kolejnymi tomami serii, których nie znam. Tak było i tym razem. Kupiłam książkę, nie sprawdziłam sobie wcześniej, jaka to książka. Ot, zakup pod wpływem chwili, bo okładka przypadła mi do gustu. Po czym zaczęłam ją czytać, by po kilku rozdziałach być pewną, że to na pewno kolejny tom. Wtedy dopiero sprawdziłam książkę i przekonałam się, że mam tom 6 serii "Drużyna A". Pomyślałam, spoko, nie pierwszy raz i czytałam dalej.

 

Kilka rzeczy lekko mnie irytowały podczas lektury i to od nich zacznę. Były to powtórzenia całych fragmentów tekstów. Jak się tym spotkałam po raz pierwszy, byłam pewna, iż to błąd druku. Wiecie, ktoś coś kliknął, skopiował fragment tekstu. Zdarza się, trudno. Jak za drugim razem trafiłam na powtórzenie, wiedziałam, że to nie błąd, że to tak miało być. Tylko nie wiem po co. Bo to powtórzenie nic mi jako czytelnikowi nie dało. Nie czytałam o tym samym zdarzeniu z innego punktu widzenie, bo czytałam to samo. Jedynie kontekst się zmienił, bo przed teksem, który pojawiał się 2 razy była inna strona. Wydawać by się mogło, że jednak poznamy inny punkt widzenie. Lecz nie, bo nie zmieniało to niczego. Nie lubię bezsensownych powtórzeń.

 

Inne kwestie raczej przypadły mi do gustu. Myślę, że polubiłabym Drużynę A. Każdy z nich miał swoje wady i zalety. Każdy był nieco inny. I do każdego mogłam podejść inaczej. Trochę jak w "Zabójczych umysłach". Polubiłam całą drużynę. Niektórych bardziej, innych mniej. Ale ogólnie cała drużyna przypadła mi do gustu.

 

Na plus zasługuje też fakt, iż nie czułam, że czegoś ważnego nie wiem, gdyż nie czytałam tomów poprzednich. Pewnie bym wiedziała więcej o życiu osobistym. Aczkolwiek do głównego wątku nie były potrzebne poprzednie tomy. Dla mnie to było ważne, bo jednak dziwnie się czyta, gdy się nie wie o co chodzi. Jednak z pewnością nadrobię poprzednie 5 tomów, bo ciekawi mnie początek Drużyny A i inne jej sprawy.

 

W powieści pojawił się też wątek związany z Polską. Nie wiem dlaczego, ale miło mi się zrobiło, gdy w zagranicznej powieści widzę coś polskiego. To takie fajne. :D

 

W książce ważna też jest noc świętojańska. Ja ją tylko pamiętam z młodości, gdy czytało się baśnie o magicznej paproci. W powieści zaś mogłam poznać nieco lepiej tą magiczną noc. Z innej, ciekawszej strony.

 

Fabuła przypadła mi do gustu. Najważniejsze były sprawy, morderstwa, ale nie brakowało też wątków związanych sprawami osobistymi bohaterów. Dzięki temu mogłam się świetnie bawić przy kryminale, ale też poznać na tyle głównych bohaterów, by móc ich polubić lub znielubić. Główny wątek zaś pozwolił też zastanowić się nad tematem związanym moralnością. Przynajmniej ja po lekturze troszkę sobie podumałam nad lekturą, którą poznałam i pewnymi kwestiami, o których przeczytałam.

 

To mi się podoba w książkach, filmach i serialach, że przy czytaniu, oglądaniu pewnych rozrywkowych tematów, mogę też pomyśleć, czasem porozmawiać z kimś, kto też czytał, widział daną książkę, film na tematy, które też się pojawiły. Wyrobić sobie opinie na ich temat, ocenić fikcyjnych bohaterów, bądź przenieść tą tematykę na mój mały świat i zauważyć, czy ja postąpiłabym podobnie w danej sytuacji czy inaczej.

 

Ogólnie, gdyby nie te straszne powtórzenia, to książka przypadła by mi strasznie do gustu. Bo lubię dobre kryminały, z bohaterami z krwi i kości, którzy nie są idealni, którzy mają swoje wady, zalety i są po prostu (tylko) ludźmi. Uwielbiam wątki, które jakoś się ze sobą łączą. Lubię też taką zwyczajną magię, która nie dotyka fantastyki, a jest dostępna w rzeczywistości.