Wśród marzeń

Próbuję uczyć się życia. Książki mi w tym pomagają.

Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini, Jan Rybicki
Powiedz mu, że się myli. Wojna nie zwalnia od przyzwoitości. A nawet wymaga jej bardziej niż pokój".
Baśnie nad baśniami - Jacob Grimm, Wilhelm Grimm
Chrup, chrup, chrup,
chrą, chrą, chrą,
kto tu zjada chatkę mą?
(..)
Wietrzyk, wiatr,
chatkę zjadł.
Baśnie nad baśniami - Jacob Grimm, Wilhelm Grimm

27 baśni braci Grimm w jednej książce. Niektóre z nich znałam już wcześniej, inne miałam dopiero przyjemność poznać. 

 

Najlepiej pewnie będzie, gdy o każdej z nich napiszę słów kilka. Lecz zanim to zrobię, kilka uwag. :)

 

Zauważyłam wspólne motywy wśród niektórych baśni: na przykład by królewna odczarowała kogoś dla siebie ważnego (zamienionego w zwierzaka) musi milczeć przez x lat, nie śmiać się i szyć. Albo zawsze jest zła macocha. Wilka też najlepiej zawsze nakarmić kamieniami. Czy inne niuanse, które sprawiają, iż można powiedzieć, że choć każda historia jest inna, to rozgrywa się w tym samym uniwersum.

 

I. Kopciuszek. 

Bajka, którą znałam i kochałam. Przyznam, iż znałam i tą wersję, gdzie dochodziło do krwawych czynów i tą łagodną. Zresztą, jeśli chodzi o Kopciuszka, to ma on tak wiele różnych wersji, które kończą się tak samo, że chyba każdy zna choć dwie różne. Przyznam, iż brakowało mi Dobrej Wróżki znanej choćby z wersji disneyowskiej. Choć trudno powiedzieć, by Kopciuszek braci Grimm nie miał w sobie magii. Może była inna, ale tak samo piękna.

 

II. Śnieżka.

Ją chyba też zna każdy. I też można znać różne wersje. Ja zdecydowanie kupuję tą pierwotną, w której nie było cudownego pocałunku. Ale to ja (zawsze mi coś w tym całusie nie pasowało).

 

III. O rybaku i złotej rybce.

Znana baśń, która uczy. Przynajmniej ja w niej zobaczyłam, że nie należy być chciwym. Należy cieszyć się z tego, co się ma. Zresztą w baśniach każdy znajdzie uniwersalne wartości. Kopciuszek był skromny, dobry, co mu się opłaciło. Śnieżka piękna, lecz nie zapatrzona w swą urodę jak Zła Królowa. I można przy każdej baśni coś powiedzieć o pozytywnych bohaterach.

Zastanawiające, że to kobiety w baśniach Grimma były władcze, złe. Mężczyźni zaś potulni jak baranki. Takie dziwne. :D

 

IV. Białośnieżka i Różyczka.

Piękna historia o siostrzanej miłości. Ale też o tym, że warto być dobrym. Polubiłam obie siostrzyczki i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do nich powrócę.

 

V. Czerwony Kapturek.

Też znana i lubiana baśń. Kapturek tu był zbyt uległy, nie słuchał rodzica, przez co ucierpiał wraz z babcią. Ale też otrzymał ważną lekcję życia...

 

VI. Ptaszynka.

Tej baśni nie znałam wcześniej. Dopiero ją poznałam przy lekturze "Baśni nad baśniami". Przyznam, że mam z nią kłopot, bo były sobie dwie dziewczynki, których jedną ojciec znalazł w lesie i zabrał ze sobą. Kochały się jak rodzone siostry. Tutaj jest wszystko super. Późniejsze zamiany też. Tylko w ogóle nie potrafię zrozumieć, dlaczego kucharka była złą osobą. Wcześniej i później wszystko rozumiałam. Albo była zła królowa, która musi być najpiękniejsza, albo siostry nie pokochały przyrodniej siostry i były dla niej wredne, czy po prostu wilk był zły, bo wilk jest zły. Ale motywów tej kucharki nie rozumiem. 

 

VII. Jaś i Małgosia.

No właśnie na przykład tu motywy są znane. Rodzice głodują --> macocha jest zła, wiedźma jest zła, więc automatycznie Jaś i Małgosia są opałach.

Tą baśń też już znałam i lubiłam. 

 

VIII. Gęsiareczka

Ma w sobie coś ta baśń. Nie znałam jej wcześniej. Szkoda, bo naprawdę przypadła mi do gustu. 

 

IX. Złota gęś

Ta bajka była naprawdę zabawna. Ale też i mądra. Bo uczy, by się dzielić z innymi oraz by nie sądzić innych po pozorach.

 

X. Żabi król

Zawsze dotrzymuj obietnic - to sobie zapamiętam z tej baśni. Oraz uważaj, co komu obiecujesz. 

 

XI. Jeż i zając.

Ja wiem, jeż chciał utrzeć nosa zajączkowi. Ale... ale czy ta baśń czasem nie uczy, że warto kombinować? Oszukiwać? 

Choć autorzy piszą o innym morale: by nie wyśmiewać się z innych (co jest naprawdę ważne) i by brać sobie za żonę kogoś podobnego do nas .:D

 

XII. O Jasiu mocarzu

Ta baśń mi się podobała. Też dopiero poznałam ją przy lekturze tej książki. Jednak miała w sobie coś wspaniałego. Pokazywało, że nie warto się poddawać, trzeba pracować nad sobą. Ale również, że nie zawsze warto ufać swoich towarzyszom. I pewnie jeszcze coś by się znalazło...

 

XIII. Król Drozdobrody.

Niby tej baśnie nie znałam, ale bardzo szybko domyśliłam się kto jest kim, i dlaczego. Zakończenie również bez jakiegoś wielkiego wow. Choć lekcja dla królewny była dobra. Jej zmiana zaś sprawiła, że baśń tą jednak mogę polecić.

 

XIV. Krasnoludki.

Tego się nie spodziewałam. Trzy historyjki o krasnoludkach. Rożne, z różnymi bohaterami. Zabawne, ale też i ciekawe. Bardzo fajne.

 

XV. Dwunastu braci.

Chyba mój ulubieniec, bo tu król okazał się tym złym (buhahahaha). 

Ale fakt faktem, że jest to fajna, ciekawa bajka, która wciąga. :)

 

XVI. O dzielnym krawczyku. 

Tutaj nikt mi nie wmówi, że ta baśń nie jest o kombinowaniu. Albo jak to niektórzy ładnie nazywanie "koloryzowaniu" pewnych faktów. Wiecie jak na przykład napiszę, że umiem jakiś program na poziomie zaawansowanym, a tak naprawdę widziałam go tylko raz w życiu. Bohaterowi takie koloryzowanie wyszło na plus, lecz ja w życiu wolę być uczciwa i szczęśliwa.

 

XVII. Kryształowa kula. 

Krótka i przyjemna.

 

XVIII. Paluszek.

Czy to też nie była historia o oszukiwaniu? Nie powiem, by Paluszek był zły. Ale jednak "weź za mnie pieniądze, a ja i tak ucieknę i wrócę" nie podobało mi się. Nie żebym pochwalała sprzedaż ludźmi, jednak ojciec nie powinien zgadzać się na coś takiego.

 

XIX. Pani Zima.

Tą baśń poznałam już wcześniej. Na Pulsie był taki cykl filmów z baśniami. Były to filmy niemieckie. Jedną z nich była "Pani Zima". I zapamiętałam ją dokładnie tak jak była opisana w książce.

 

XX. Roszpunka.

Również tą baśń znałam. Choćby wersję z Disney'a. Ale też i tą z niemieckiego filmu o tym samym tytule, gdzie fabuła była identyczna z tą baśniową wersją. Więc mamy trochę krwawych momentów, ale opowieść jest nadal dobra... i nie cukrowa.

 

XXI. O biednym młynarzu i kotce.

Ta baśń bardzo, ale to bardzo mi się podobała. Cała. Od początku do końca. Wszystko w niej było cudowne.

 

XXII. Wilk i siedem koźląt. 

Gdzieś widziałam bajkę o tym tytule. Albo może miałam taką książeczkę dziecięcą, gdzie była ta baśń... Sama nie wiem. Wiem tylko, że ją znałam już wcześniej. I tak ja wtedy, tak i teraz przypadła mi do gustu.

 

XXIII. Stoliczku, nakryj się!

Znałam, lubiłam. I tak chyba pozostanie.

 

XXIV. Jednooczka, Dwuoczka i Trójoczka

Ta baśń również jest w moim guście. To nierówne traktowanie (jak na przykład Kopciuszka). Ale i dobroć, którą ktoś Dwuoczce okazał. Tutaj najlepiej widać, że wszystkie dzieci powinno się traktować jednako, a nie, że jedna jest gorsza bo różni się od reszty.

 

XXV. Siedem kruków.

Siedem kruków było podobne do dwunastu braci. Bardzo, bardzo podobna. Są w niej małe różnice. Ale już na samym początku widać podobieństwa. I wiadomo też jak się skończy ta baśń.

 

XXVI. Mysikrólik i niedźwiedź.

Bajka nie w moim guście. No jakoś nie. 

 

XXVII Sześć łabędzi.

Też podobna do Dwunastu braci. Milczenie i tak dalej. Choć inny jest jej początek. Bo zamianę spowodowało coś innego.

 

Podsumowując.

Większość baśni znałam i kochałam. Jednak są tu też takie, które dla mnie były nowe i nawet jeśli niektóre z nich nie przypadły mi do gustu, to warto było poznać wszystkie. :)

Przygody Sherlocka Holmesa -  Arthur Conan Doyle
Całe moje życie stanowi jeden wielki wysiłek, aby uciec przed banałem egzystencji.
Przygody Sherlocka Holmesa -  Arthur Conan Doyle

Sherlock Holmes to postać kultowa. Nie ma osoby, która by nie wiedziała, kim był ten człowiek. 

 

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od książki Arthura Conana Doyle, w której głównym bohaterem był detektyw - Sherlock Holmes. Towarzyszył mu Watson. On też jest narratorem opowiadań.

 

Wstyd przyznać, ale jest to moje pierwsze spotkanie z książką o Sherlocku Holmesie. Znałam go, słyszałam o nim. Widziałam jakieś filmy, w których był głównym bohaterem. Nie widziałam najnowszego serialu BBC o tym detektywie. Lecz po lekturze mam ochotę nadrobić wszystko, co tylko będę mogła znaleźć. Zacznę od serialu, bo widziałam, że leci na BBC HD. Choć tam pewnie są już późne odcinki, a mi pasowałoby nadrobić go od odcinka pierwszego.

 

Przyznam, iż myślałam, że "Przygody Sherlocka Holmesa" to jedyna książka o tym detektywie. Teraz już wiem, że tomów o nim jest więcej i zaczęłam od środka. Kiedy ja nadrobię pozostałe tomy - nie mam pojęcia. 

 

Książkę rozpoczyna historia o zagadkowej śmierci przy moście Thor. Czytając ją, szukałam winnego (jak w przypadku innych powieści kryminalnych). Lecz w życiu nie wpadłabym na to rozwiązanie, które autor zaserwował. Cudownym uczuciem jest bycie zaskoczonym. :D

 

"Liga rudowłosych" było opowiadaniem na pewno zabawnym, intrygującym, ale też wzbudzającym nutkę niepewności od pierwszej chwili. Raczej od początku pachniało jakimś podstępem, bo kto by płacił osobie, która miałaby odpowiedni kolor włosów. 

 

Bardzo spodobała mi się historia "Błękitny rubin". Była zabawna, bo zaczęła się od gęsi. Z zainteresowanie czytałam jakie wnioski Holmes snuje jedynie z samego kapelusza... i jak bardzo się okazały trafne. Ciekawym ten był fakt, jak dzięki niepozornej gęsi przeszło się do poważnej zbrodni. Jak te dwie rzeczy się pięknie połączyły. 

 

Następnym opowiadaniem był "Umierający detektyw". Tak bardzo mi było wówczas szkoda Watsona. Wiadomość o przyjacielu, który umierał musiała być ciężka. Później też wszystko wskazywało na to, że umierał. Ja sama spodziewałam się najgorszego...

 

Aż wreszcie pojawił się rozdział "ostatni pojedynek", w którym pojawia się pojawia się antagonista Holmesa. Cudownie się czytało ten rozdział.

 

"Pusty pokój" był trochę smutny, do pewnego momentu. Później zaś zrobiło się tak jak w poprzednich rozdziałach - ciekawie. Zagadka, próba jej rozwiązania, koniec. I pójście dalej.

 

"Trzej studenci". Przyznam, iż dość szybko odkrywam, kto jest winnym. Owszem, pojawiły się w tym rozdziale też motywy, których się nie domyślałam. Jednak w pewnym momencie łatwo jest się domyślić, kto będzie winnym. Aż dziwne, że Watson na to nie wpadł. W końcu przez wiele lat współpracował z Sherlockiem.

 

I ostatnie opowiadanie. "Samotna cyklistka". Niektórych rzeczy można się było w nim domyślić, ale nie wszystkich. Zaskoczenie było ciekawa. Cała historia nie zainteresowała mnie tak bardzo jak inne.

 

Moją ulubioną na pewno jest "umierający detektyw", gdyż czułam to co czuł Watson. Bardzo emocjonalnie podeszłam do tego rozdziału.

 

W przedstawionych opowiadaniach Watson był już po ślubie. Czasem się w opowiadaniach z tego tłumaczył, co bywało zabawne, ale przede wszystkim pokazywało jak bardzo Watsonowi brakuje niebezpiecznych przygód, w których mógł troszkę poćwiczyć swój mózg. Zresztą... przyjaźnić się z kimś takim jak Sherlock musi być fascynujące. Czasem na pewno męczące (Holmes ma dość trudny charakter), ale i przyjemne i dokształcające. 

 

Relacja tych dwóch bohaterów pokazuje, iż przyjaźń może narodzić się nawet wśród ludzi, którzy pozoru są inni. Sherlock jest geniuszem, Watson to zwykły lekarz - na pewno z dużą wiedzą, jednak nie potrafi myśleć tak jest Holmes. Sherlock jest w tym duecie jakby liderem. Watson jest bardziej uległy. Ale równocześnie - Watson próbuje przewidywać przyszłość, zabezpiecza się choćby braniem broni. Choć to Holmes jest bohaterem, który potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika. 

 

Ogromnie polecam tą krótką lekturę. Można przy niej spędzić miło czas. Lecz przede wszystkim pozwala poznać detektywa, którego pokochał (chyba) cały świat. Warto go poznać... i pokochać. 

 

Ja zaś spróbuję się zabrać za resztę opowiadań, by jeszcze lepiej poznać Watsona i Sherlocka. W ogóle chcę poznać wszystko, co z nimi związane - filmy, seriale, gry... ale przede wszystkim książki. :)

Wesołe przygody Robin Hooda - Howard Pyle
Wielkie słowa nawet myszy jeszcze nie zabiły.
Wesołe przygody Robin Hooda - Howard Pyle

Pamiętam jak w dzieciństwie widziałam filmy, w których pewien bohater okradał bogatych i rozdawał biednym. Mieszkał on w lesie. Miał swoją drużynę. Dla jednych był bohaterem, dla innych złoczyńcą. Nazywał się on Robin Hoodem.

 

Wówczas nigdy nie zastanawiałam się, czy filmowy Robin Hood miał swój książkowy pierwowzór. Nie musiałam. Liczyło się dla mnie tylko to, iż on w moich oczach był wesołych bohaterem. 

 

Po latach zapragnęłam jednak poznać Robina z książki Howarda Pyle. Ciekawiło mnie, czy ta postać mnie czymś zaskoczy. Zastanawiałam się również, czy niektóre przygody będę pamiętać. Czy są one ujęte w książce. A może Robin filmowy jest całkiem innym Robinem niż ten znany z książki.

 

Wydaje mi się, że Robin Hood znany z książki jest weselszy, ale również bardziej porywczy. Z drugiej strony, być może zatarł mi się obraz Robin Hooda znanego z filmów. Być może po tylu latach, tamten Robin w moich oczach stał się bardziej opanowany, spokojny... Choć jednego jestem pewna - w każdym filmie, serialu, bajce postać Robina się różniła od siebie. Wiadomo, każdy widzi go inaczej. Ale czas wreszcie przejść do konkretów na temat książki.

 

Zacznę od początku.

 

Głównym bohaterem jest Robin Hood, którego spotykają różne przygody. Ma on swoją kompanię. Czasem dana historia dotyczy któregoś z drużyny Robina. Różnie z tym jest.

 

Książka zaczyna się od prologu. Następnie zaś podzielona jest na sześć części. Każda część zaczyna się krótkim streszczeniem, więc tak naprawdę dowiadujemy się już wcześniej, co się stanie w poszczególnych rozdziałach. Jednak te streszczenia nie psują wrażeń po poznaniu szczegółowych rozdziałów.

 

Najbardziej przypadła mi do gustu część ostatnia, szósta. W niej to Robin Hood zostaje żebrakiem, a mały John braciszkiem. Bardzo się śmiałam z obu przygód. 

 

Książeczkę czyta się bardzo szybko. Treść jej jest podany w sposób bardzo miły dla oka. Trudno się przy niej nie uśmiechnąć. Ta książka jest jedną z lektur, przy których człowiek się śmieje wraz z bohaterami.

 

 

"Wesołe przygody Robin Hooda" są również dobrą lekcją uniwersalnych wartości. W wesołych historiach znajdziemy refleksję na temat dobra, sprawiedliwości, uczciwości, honoru. 

 

To naprawdę świetna lektura, którą ogromnie polecam. Więcej już pisać na jej temat nie będę, bo widzę, że burza się zbliża. Pisać zaś przy burzy o przyjemnej, wesołej książce jednak nie wypada.  

Karin Stanek Autostopem z malowana lala - Kryszkiewicz Anna
Ta książka to też prezent dla Karin z okazji siedemdziesiątych urodzin oraz trwała pamiątka, która, mam nadzieję, przetrwa w bibliotekach domowych, aby i następne pokolenia mogły poznać życie naszej Karin Stanek.
Karin Stanek Autostopem z malowana lala - Kryszkiewicz Anna

Karin Stanek była wokalistką bigbitową lat 60. Grała z Czerwono-Czarnymi. Jej największymi hitami są "Chłopiec z gitarą", "Malowana lala", "Jedziemy autostopem". Tak w skrócie można napisać o niej. Jeśli zaś chcemy się coś więcej dowiedzieć o tej wokaliście, warto przeczytać książkę "Karin Stanek autostopem z malowaną lalą."

 

Książka jest prowadzona w dwóch narracjach. Jedną prowadzi Karin Stanek, drugą Anna Kryszkiwicz - menadżerka i przyjaciółka Karin.

 

Poznajemy życie Karin od jej dzieciństwa do śmierci. Mamy też kilka rozdziałów prowadzonych przez Annę Kryszkiwicz opowiadających o próbach zareklamowania, Karin Stanek współczesnych czasach, przypomnienia o niej. Myślę, że ta książka może jej w tym pomóc. 

 

Przyznam się, że nie słyszałam wcześnie o Karin Stanek. Gdyby nie ta książka, nadal nic bym o niej nie słyszała. Nie wiedziałam, ze taka wokalistka była. Nie miałam pojęcia, jakie hity miała. Nie interesowało mnie jej życie. Choć akurat życie miała ciekawe (lecz nie takie, jakie bym chciała mieć).

 

Karin Stanek wydaje się być ciekawą postacią. Na pewno ma interesującą biografię. Choć czasem mnie irytowała. Na przykład, gdy opowiadała, że nie każdy chciał włączyć się do zabawy... śpiewania. Wynikało z tego rozdziału, że tacy ludzie to byli buce, którzy nie potrafią się bawić. Tyle tylko, że nie każdy musi chcieć "zostać tatą" do piosenki czy wziąć udział w innej zabawie. Niektórzy mogą chcieć iść na koncert, by posłuchać swojej idolki i tylko tyle. Nic więcej. 

 

Zastanawiam się jak podejść do opinii tej książki. Oceniać jej życia nie zamierzam. Podobnie jak komentować jej wybory. To było jej życie, którym mogła zrobić to, co jej się chciało (i na co pozwalały czasy, w których żyła). Owszem, nie było jej łatwo. Lecz wtedy chyba mało komu było lekko. Miała problemy (kto ich nie ma). 

 

W książce znajdziemy też zdjęcia. Niektóre z nich można zeskanować (jak ma się aplikację) i zobaczyć dodatkowe materiały. Są nimi: galeria zdjęć oraz piosenki. Tylko, czy warto instalować aplikacje, by usłyszeć piosenki, które też można znaleźć na innych stronach (choćby na spotify). Własnie, przy pisaniu tej opinii słucham jej piosenek i nadal nie wiem, co o niej myślę. 

 

Na pewno jest to całkiem coś innego niż Anna German, która wówczas też występowała. 

 

Na pewno Karin Stanek zasłużyła na sławę. Jej piosenki wpadają ucho, muzyka jest skoczna. Tak jak można było przeczytać w książce. Piosenki, które Karin śpiewa są świetne do tańczenia. 

 

Na pewno też nie była doceniona tak jak powinna. Choć... kto to wie.

 

Dobrze, że powstają książki o dawnych artystach. Dobrze, że teraz przypomina się o nich. Wiele z nich zasługuje na pamięć. 

 

Książkę polecam. Jest ciekawie napisana. Podobał mi się ten podział na dwie narracje. Czujemy, jakby to Karin opowiadała o swoim życiu. Komentarze autorki są często pomocne. Dopełniają to, o czym Karin w danym momencie opowiada. 

 

Ciekawym rozdziałem jest narodzenie się ich współpracy. Cały czas się zastanawiałam jak się one spotkały. Bardzo chciałam poznać to wydarzenie. 

 

Choć z zainteresowaniem przeczytałam całą książkę. O jej dzieciństwie, o jej korespondencyjnej nauce, o jej pechu, o ludziach, których spotkała. To wszystko było ciekawe. I smutne.

 

Widziałam sukcesy w jej życiu, jej pracowitość. Widziałam oddanych fanów. Lecz przede wszystkim widziałam smutek, nieszczęście, ludzi, którzy ją skrzywdzili. 

 

Teraz zaś chyba sobie obejrzę film "Dwa żebra", by zobaczyć Karin Stanek. Może nie w tej chwili, ale na pewno chcę zobaczyć ten film. Nawet bardzo.

 

Książkę zaś Wam polecam. Jeśli nie znacie Karin Stanek (jak ja) to z zainteresowaniem przeczytacie jej losy. Jeśli ją znacie, to na pewno zainteresuje Was życie sławy zza kulis. 

Winnetou t.1 - Karol May
Będąc młodym, nie zastanawiałem się wówczas nad tym, że dopiero życie jest właściwym i prawdziwym uniwersytetem, w którym uczniowie są pytani co dzień i co godzina.
Winnetou t.1 - Karol May Winnetou t.2 - Karol May Winnetou t.3 - Karol May

To był mój pierwszy raz z "Winnetou". Nie widziałam wcześniej filmów o tym wodzu Apaczów, nie czytałam książek. Może dlatego szybko wciągnęłam się w historię o Winnetou.

 

Książka jest prowadzona w narracji pierwszoosobowej. Poznajemy greenhorna, czyli człowieka niedoświadczonego, zielonego. Ten greenhorn wyrusza do pracy na Dziki Zachód, gdzie pomaga przy budowie kolei. W swoich początkowych losach okazuje się, że greenhorn nie jest taki zielony i szybko się uczy. Może, a nawet powinien zostać westmanem. W taki oto sposób poznajemy głównego bohatera, z którego perspektywy pisana jest ta książka. Jest nim oczywiście Old Shatterhand.

 

Jednak historia ta opowiada o Winnetou, wodzu Indian. Jego również mamy okazję szybko poznać... mianowicie przy pierwszej pracy naszego greenhorna. 

 

Ich losy wciąż się łączą i rozdzielają. Choć Old Shatterhand wręcz ubóstwia Winnetou, to jednak nie towarzyszy mu w każdej wyprawie. On też ma zobowiązania, swoje plany. Jednak jego plany często łączą się z planami Winnetou.

 

Choć autor niezwykle dokładnie opisywał fragmenty życia Olda Shatterhanda na Dzikim Zachodzie, to znalazłam rozdział, w którym historia była jakby przerwana. Ja wiem, że w historii chodzi o Winnetou, ale nawet jeśli Winnetou znikał, to jednak historia zamykała się w momencie jej zakończenia. A tu nagle zong, bo nie wiem, co z Samem Hawkens czy Firehandem i jego synkiem. To mnie jakoś ukuło.

 

Strasznie długie są też niektóre rozdziały. Ja mam tak, że muszę doczytać do końca rozdział, wcześniej nie potrafię przerwać. Lecz tu czasem po 30 stronach miałam dość i chciałam wreszcie przerwać historię. Tak, bywała nudząca.

 

Jednak ogólnie historia jest przepiękna. W tym wszystkim najpiękniejsza jest relacja, która łączyla Shatterhanda z Winnetou. Ich przyjaźń, braterstwo było czymś niezwykłym, o czym się chciało czytać. 

 

Podział na dobrych i złych też mamy dość jasny. Apacze, westmani są dobrze. Kiowa, różni opryszki, których poznać można po oczach (heh) są źli. Raczej w powieści nie znajdziemy ludzi skomplikowanych, których których określić. Jednak ma to swoje dobre strony.

 

Bardzo zapadł mi w pamięć monolog Nszo-czi na temat okrucieństwa białych. Zresztą nie tylko ona porusza temat zachowywania się białych. Old Shatterhand też ma świadomość tego, jacy biali są. Każda mowa każdego spotkanego wodza, gdy Shaterhand znalazł się w opałach poruszała kwestię zachowywania się białych. 

 

Lecz ta powieść to przede wszystkim lekcja dobra, uczciwości, prawdomówności oraz przyjaźni.

 

Old Shatetterhand był prawdomówny. Zawsze mówił prawdę i jak się okazało, przez to był szanowany wśród Indiach. Jego prawdomówność była ceniona. Każdy mu przez to wierzył, bo przecież on zawsze mówił prawdę... Jednak trudno nie zauważyć, iż czasem coś pomijał, o czymś nie wspominał. Zabawne dla niego było, że gdy powiedział, że pisze książki, uważany jest przez westmanów za greenhorna (bardzo zabawny, gdy był pięknie ubrany, opowiadał, że jest autorem, a zapomniał wspomnieć o swoim przezwisku). 

 

Za to WInnetou. Winnetou to ideał wodza, ideał Indiana, ideał człowieka. On naprawdę był ideałem. Szanował go każdy, bo naprawdę zasłużył na szacunek. To też jest ważne... szacunek nie bierze się z niczego. Trzeba na niego zapracować. 

Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini, Jan Rybicki
Nieprawdą jest, że czas leczy wszelkie rany. Nie leczy- rozdrapuje.
Anna Karenina - Lew Tołstoj
- Może się mylę - rzekł w końcu. - W takim razie proszę o przebaczenie.
- Nie, pan się nie myli - odparła Anna powoli po francusku, patrząc z desperacką odwagą w zastygłą twarz męża - nie myli się pan. Byłam istotnie w rozpaczy, bo inaczej być nie mogło... I teraz słucham pana, ale myślę o nim. Kocham go i jestem jego kochanką. Nie znoszę pana, boję się, nienawidzę...
Niech pan ze mną robi, co pan chce.
Lato Muminków - Tove Jansson
Drzwiami powinno się gdzieś wchodzić, a schodami gdzieś dojść. Jakie byłoby życie, gdyby Bufki nagle zaczęły zachowywać się jak Mimble, a Homki jak Paszczaki?
Lato Muminków - Tove Jansson

Muminki znałam tylko z wieczorynki. Nie powiem, polubiłam tą rodzinkę. Spędziłam z nimi wiele przyjemnych wieczorów, których nie żałuję. Nie miałam jednak pojęcia, że są też książeczki. Dopiero niedawno się o nich dowiedziałam. I nie mogłam nie przeczytać choć jednej. Padło na "Lato Muminków", bo za oknem lato, więc tak mi się ładnie dopasowało.

 

Przygody Muminków w formie książki są cudowne. Nie wiem, czy nie cudowniejsze od bajki. Tutaj ciągle coś się działo. Wszystko było bardzo niesamowite i ciekawe. Ale teraz może trochę o bohaterach.

 

Zadziwiające, że jak byłam dzieckiem, nigdy nie zastanawiałam się nad imionami Mamy Muminka i Taty Muminka. Bo przecież wówczas dla mnie było oczywiste, że Mama Muminka jest Mamą Muminka, a Tata Muminka jest Tatą Muminka... tak jak Tata Romka był Tatą Romka. Dopiero dorastając Tata Romka stał się panem Wieśkiem. Ale Mama Muminka i Tata Muminka już na zawsze pozostaną Mamą i Tatą Muminka. Nigdy nie dowiem się jak mieli na imię. 

 

Ok, wracając do książki. Mama Muminka jest cudowną panią domu. Dba o dom, dba o Muminka, ale dba też o innych. Zawsze każdego chętnie ugości, zawsze jest miła. Mama Muminka jest mamą idealną.

 

Zaś Tata Muminka okazuje się, że ma ukryte talenty. Potrafi pisać sztukę. Choć może nie powinien brać wszystkich rad na serio. Ale debiut jego był świetny.

 

Poza tym... Muminki jako aktorzy... czy nie warto o tym przeczytać? Naprawdę pokazali jak potrafią się bawić. 

 

A wszystko to wydarzyło się przez zmianę miejsca zamieszkania. Czy czasem nie warto zmienić otoczenia? Być może to sprawi, że nasze życie stanie się całkiem inne. Ciekawsze. Fajniejsze. 

 

Ale to nie wszystko, co się wydarzyło u Muminków. Resztę lepiej poznać samemu. Ja chciałam odkryć przed wami tylko mamy fragmencik, który sprawi, iż zaglądniecie do tej książeczki, jeśli nie zrobiliście tego do tej pory (jak na przykład ja).

 

Wracając do bohaterów. Nie mogło wśród nich zabraknąć panny MIgotki. Trzymała się blisko Muminka. Widać, że się bardzo lubią. I razem z nim przeżywała nieco inne przygody niż reszta towarzystwa. 

 

Pojawia się również Mała Mi wraz z siostrą Mimbli. Mimbli jest chyba najlepszą siostrą, jaką może być. Naprawdę dba o Małą Mi i chce dla niej jak najlepiej. Za to Mała Mi - niezwykła dziewczynka. Mówi to co myśli, bywa złośliwa, ale za to ma coś, czego inni mogą jej pozazdrościć. Jej stosunek do życia jest bardzo pozytywny. Widać, że kocha życie. Trzeba przyznać, że jest też ciekawa świata.

 

Na koniec zaś zostawiłam mojego kochanego Włóczykija. Jak ja czekałam na jego pojawienie się. I się pojawił, ale w jakim stylu... ;)

 

W lekturze pojawia się też kilka innych bohaterów. Bufka, która prawie ciągle płacze, wydaje jej się, że nikt jej nie lubi. To postać bardzo smutna, którą również spotyka coś dobrego. Homek za to jest ciekawym stworzeniem. Chce wiedzieć wszystko i to jest w nim najcudowniejsze. Emma za to mnie irytowała swoim zachowaniem. 

 

Polecam tą książkę wszystkim. Małym czytelnikom, bo "Lato Muminków" jest cudowną bajką. Dużym czytelnikom, gdyż miło jest wrócić do czegoś, co znamy, poznać to coś na nowo.

 

Coś czuję, że to lato będzie wielkim i jedynym powrotem do dzieciństwa. :D

Pierścień i Róża - William Makepeace Thackeray
...nie mogę Ci ofiarować cenniejszego upominku nad odrobinę cierpienia.